Egzotyczne wakacje w środku zimy? Dlaczego nie … Ale są również inne powody, dla których warto odwiedzić kontynent afrykański. I bynajmniej nie jest to all inclusive w 5-gwiazdkowym hotelu .
Nowoczesne kliniki, wyposażone w sprzęt najlepszej generacji to marzenie każdego studenta stomatologii. Nic dziwnego – w końcu każdy dąży do tego, aby pracować w idealnych warunkach i wykorzystywać dostępne udogodnienia. Można przemierzyć cały świat w poszukiwaniu drogi do sukcesu, spełnienia i satysfakcji. Jednak wciąż pozostają miejsca, gdzie warunki życia i dostęp do podstawowych świadczeń medycznych i stomatologicznych pozostawiają wiele do życzenia. Wśród nich jest kontynent afrykański – „Trzeci Świat” omijany szerokim łukiem przez miłośników cywilizacji XXI wieku.
Do Sudanu leciałam 18 stycznia 2016 r. Przygotowanie do wyjazdu w trybie intensywnym zajęło mi miesiąc. Bilet samolotowy, szczepienia, leki… Co z nauką, sesją i zaliczeniami semestralnymi ? Na początku wszystko wydawało się być nie do pokonania. Ale nie ma rzeczy niemożliwych – i to właśnie udowodniłam sobie samej podejmując wyzwanie.
Wyjazd do Afryki wiąże się z odpowiednim przygotowaniem medycznym. Warto zadbać o szczepienia ochronne przynajmniej przeciwko żółtej febrze czy durowi brzusznemu, aby uniknąć niebezpiecznych chorób tropikalnych. Profilaktyka malarii to jedno z „must be” . Wśród Afrykańczyków ta choroba przenoszona przez komary, których tam pełno, jest jak polska grypa – ale wciąż pozostaje niebezpieczna i nikt z przyjezdnych nie chce wrócić do swojego kraju z taką pamiątką. Stąd koniecznością jest nie tylko zaopatrzenie się w tabletki Malarone ale również w skutecznie działający repelent. Wykonywanie zabiegów stomatologicznych wiąże się z dużym ryzykiem zakażenia. Wśród chorób przenoszonych poprzez kontakt z krwią królują WZW typu B i AIDS. Nietrudno o zakażenie w wyniku zakłucia igłą, ale również możliwy jest transfer wirusa do organizmu poprzez przedostanie się krwi czy płynów ustrojowych z krwią drogą przez spojówkową…
Po 14-godzinnej podróży samolotowej z dwiema przesiadkami wylądowałam w Chartumie gdzie przez kilka dni poznawaliśmy życie mieszkańców stolicy Sudanu. Jednak naszym głównym celem była wyprawa na południe od Chartumu – do miasteczka Kosti położonego w regionie nad Białym Nilem. Długi, męczący dzień spędzony na 7-godzinnej podróży zakończył się z hukiem – ku naszemu zaskoczeniu czekało nas wielkie przyjęcie powitalne zorganizowane przez lokalnych liderów, przewodniczących, uczonych i mieszkańców. Ludność z Kosti – słynąca z uprzejmości i hojności , dowiodła tego nie tylko wygłaszając przemowy z podziękowaniami i słowami zachęty ale także organizując dla nas posiłek i chwilę rozrywki z tańcami przy muzyce utalentowanego afrykańskiego zespołu. Byłam w szoku, że okazali mi tyle zainteresowania, ciepła i pozytywnych uczuć, widząc mnie po raz pierwszy w życiu!
W jakim zamiarem przebyliśmy tak długą drogę przez pustynne tereny Sudanu, by znaleźć się na południu kraju? Region Białego Nilu był punktem docelowym naszych działań, a miasteczko Kosti bazą wypadową – stąd każdego dnia wyruszaliśmy do wiosek afrykańskich, gdzie organizowaliśmy obóz stomatologiczny.
6:30 – oficjalna pobudka, wypadałoby jak najszybciej zebrać się i być gotowym do wyjazdu. Przyzwyczajona do pośpiechu i perfekcyjnej organizacji czasu zaciskam zęby biorąc prysznic z lodowatą wodą. Próba ogarnięcia twarzy w lustrze pamiętającym czasy młodości mojej prababci kończy się ze średnio zadowalającym efektem , ale przecież nie oczekiwałam tu luksusu. W tempie ekspresowym pakuję plecak – spray przeciwko komarom, żel antybakteryjny i butelka wody– o tym lepiej nie zapominać. Jestem gotowa i wychodzę z na zewnątrz , a tu czeka mnie niespodzianka… Właściwie to nikomu nie spieszy się tak bardzo. Sudanese timing- coś czego nie zdołałam zrozumieć do końca pobytu w tym kraju…
Kiedy w końcu wszystkim udało się zebrać wyruszamy do wioski, w której będziemy leczyć. Czasem odwiedzaliśmy miejsca w odległości pół godziny drogi od Kosti, a kiedy indziej trzeba było pokonać dwugodzinną trasę przez pustynię, mijając skrawki zieleni nad rzeką Nil. Tylko tam można dostrzec ludzi uprawiających glebę, ciągnących wodę z rzeki dostarczając ją następnie do swoich domów w beczkach, które ciągnęły osły. Wydawać by się mogło, że znajdujemy się in the middle of nowhere, a tymczasem ku mojemu zaskoczeniu przed budynkiem przeznaczonym w danym dniu na nasze potrzeby już od rana oczekiwały tłumy pacjentów. Dla tych ludzi było to wielkie szczęście, że grupa lekarzy przyjechała w ich okolice. Zwykle musieli pokonywać kilka godzin drogi do miast, w których znajdowały się gabinety stomatologiczne. Większość afrykańskich wiosek jest odcięta od dostępu do podstawowych świadczeń medycznych, a wizyta u stomatologa często odbywa się w momencie, kiedy ząb nadaje się już tylko do ekstrakcji. Zaawansowane stany zapalne, ropnie, i inne ekstremalne przypadki to codzienność w Sudanie. Większość dokonywanych przez nas ekstrakcji polegało na usuwaniu resztek zębów, korzeni z towarzyszącymi im ziarniniakami okołowierzchołkowymi. Świadczy to o tym, jak późno pacjenci zgłaszają się z potrzebami do stomatologa nie zdając sobie sprawy, że proces zapalny toczący się w zębach może mieć wpływ na stan i prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu…
Pewnego dnia przyszedł do nas pacjent w dużej potrzebie. Od około dwóch tygodni doskwierał mu ropień. Oczywiście mężczyzna- mieszkaniec afrykańskiej wioski w wieku lat 30-paru nie zdawał sobie sprawy, że wyrośle rozmiarów małego jabłka na jego policzku to efekt toczącego się stanu zapalnego i jakie mogą być konsekwencje zaniedbania tego stanu. Pomimo bólu i objawów towarzyszących od ponad tygodnia nie zgłosił się on do lekarza. Dlaczego? To oczywiste- nie tylko z braku świadomości ale też z powodu ograniczonego dostępu do świadczeń medycznych w miejscu, w którym zamieszkiwał. W celu uzyskania leczenia musiałby pokonać drogę do najbliższego (lecz wcale nie pobliskiego) większego miasteczka… Z reguły nie pojawiali się u nas pacjenci z tego rodzaju potrzebami. Nasze działania z zakresu chirurgii ograniczały się do ekstrakcji. Jednak tym razem dr Hanaa – chirurg stomatologiczny z Chartumu zarządziła aby przygotować oddzielne pomieszczenie w izolacji od pozostałych miejsc, gdzie leczyliśmy tego dnia. W tej „czystej sali” mieliśmy udzielić pomocy mężczyźnie. Przeprowadzona diagnostyka pozwoliła ustalić, że był to ropień podżwaczowy lub okołożuchwowy. Przygotowaliśmy niezbędne do zabiegu instrumenty i przystąpiliśmy do działania.
Jeśli do tej pory ktoś myślał, że podczas pobytu w Sudanie miałam okazję leczyć zęby w tamtejszych klinikach – to najwyższy czas aby wyprowadzić go z błędu. Pomieszczenia, w których organizowaliśmy naszą pracę nie miały nic wspólnego ze sterylnie czystym gabinetem w europejskim mieście. Prędzej zyskałyby one miano baraków, niż budynków użyteczności medycznej. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pewnego dnia poinformowano mnie, że znajdujemy się na terenie szkoły. Atmosfery i możliwości nauki nie wyczuwałam w tym miejscu ani trochę…
Wygodny fotel dentystyczny, regulacja zagłówka, lampa dobrze oświetlająca pole zabiegowe? Przecież to nic nowego, każdy stomatolog na co dzień pracuje w takich warunkach. Tutaj , podczas wolontariatu w Sudanie, za fotel służyły mniej lub bardziej stabilne plastikowe krzesła, podparcie głowy pacjenta – coś o czym często marzyłam, a jeśli chodzi o światło- musiało wystarczyć to, które wpadało przez okna do pomieszczenia. Chyba, że znalazł się akurat ktoś z wolną ręką i chęcią do oświetlenia latarką z telefonu komórkowego. Tackę z instrumentami stomatologicznymi trzymał zwykle sam pacjent…
Pracowaliśmy do samego wieczora, do momentu gdy zapadał zmrok i brak światła nie pozwalał nam dłużej przeprowadzać zabiegów. Ale my wciąż pozostawaliśmy pełni energii i zapału oczekując na następne wyzwania. Bo gdzie szukać większej satysfakcji niż wtedy kiedy o zmierzchu , przy świetle latarek z telefonów kończymy ostatnie ekstrakcje świadomi, że udało nam się pomóc tego dnia ogromnej ilości pacjentów w potrzebie.
Wyciągnąć pomocną dłoń do kogoś, kto najprawdopodobniej nigdy Ci nie zapłaci, sprawić by na twarzy drugiej osoby zaistniał uśmiech- to właśnie idea naszego ‘voluntary convoy’. Podczas podróży do White Nile State- Kosti pomogliśmy ponad 1580 mieszkańcom afrykańskich wiosek. W tych dniach udało się także wykonać 40 prac protetycznych. Królową potrzeb stomatologicznych mieszkańców terenów przez nas odwiedzanych była chirurgia. Często ekstrakcje mnogie, pozostałości zębów z zaawansowanym procesem próchnicowym, korzenie. W obszarze naszych działań znajdowały się również periodontologia- skalingi manualnymi instrumentami (higiena jamy ustnej pozostawia wiele do życzenia… ) oraz stomatologia zachowawcza, której z uwagi na wyższość innych potrzeb – było najmniej.
Doświadczenie jak żadne inne. Nikt nie pozostał bez zdobytej wiedzy, umiejętności. Poświęciliśmy się wyzwaniom, przed którymi stanęliśmy a każdy napotkany przypadek uczynił nas silniejszymi. Organizacja konwoju to duże logistyczne przedsięwzięcie wymagające nakładów pracy. Załoga młodych lekarzy stomatologów i studentów z Uniwersytetu Medycznego w Chartumie, doświadczona w tego typu zadaniach w perfekcyjny sposób była w stanie przygotować polowe warunki do przeprowadzania poważnych zabiegów. Pacjenci zgłaszający się do nas po pomoc nie oczekiwali luksusów, byli pokorni i wdzięczni a ich przyjazny uśmiech, uścisk dłoni czy przytulenie były dla mnie najwspanialszą zapłatą za wykonaną pracę. Raz zdarzyło mi się także dostać truskawkowe gumy do żucia a nawet propozycję małżeństwa …
Uczestnictwo w International Dental Volunteer Convoy w Sudanie to dla mnie nie tylko szansa na naukę i praktykę z zakresu stomatologii ale również i lekcja człowieczeństwa- zrozumienie prawdziwego znaczenia bycia żywym, bycia częścią czegoś więcej niż ja sama. Z bólem serca i łzami w oczach pożegnałam te piękne dni – chwile radości i ciężkie momenty, które uczyniły mnie silniejszą. Mam nadzieję, że nie była to moja ostatnia wyprawa na Czarny Ląd, że jeszcze nie jeden raz uda mi się pomóc tam tym wspaniałym ludziom, którzy tego naprawdę potrzebują.
It’s never goodbye – it’s just till next time…

Autor: Aleksandra Grabiec

WordPress Image Lightbox Plugin