Stomatolog na Czarnym Lądzie

Stomatolog na Czarnym Lądzie

Egzotyczne wakacje w środku zimy? Dlaczego nie … Ale są również inne powody, dla których warto odwiedzić kontynent afrykański. I bynajmniej nie jest to all inclusive w 5-gwiazdkowym hotelu .
Nowoczesne kliniki, wyposażone w sprzęt najlepszej generacji to marzenie każdego studenta stomatologii. Nic dziwnego – w końcu każdy dąży do tego, aby pracować w idealnych warunkach i wykorzystywać dostępne udogodnienia. Można przemierzyć cały świat w poszukiwaniu drogi do sukcesu, spełnienia i satysfakcji. Jednak wciąż pozostają miejsca, gdzie warunki życia i dostęp do podstawowych świadczeń medycznych i stomatologicznych pozostawiają wiele do życzenia. Wśród nich jest kontynent afrykański – „Trzeci Świat” omijany szerokim łukiem przez miłośników cywilizacji XXI wieku.
Do Sudanu leciałam 18 stycznia 2016 r. Przygotowanie do wyjazdu w trybie intensywnym zajęło mi miesiąc. Bilet samolotowy, szczepienia, leki… Co z nauką, sesją i zaliczeniami semestralnymi ? Na początku wszystko wydawało się być nie do pokonania. Ale nie ma rzeczy niemożliwych – i to właśnie udowodniłam sobie samej podejmując wyzwanie.
Wyjazd do Afryki wiąże się z odpowiednim przygotowaniem medycznym. Warto zadbać o szczepienia ochronne przynajmniej przeciwko żółtej febrze czy durowi brzusznemu, aby uniknąć niebezpiecznych chorób tropikalnych. Profilaktyka malarii to jedno z „must be” . Wśród Afrykańczyków ta choroba przenoszona przez komary, których tam pełno, jest jak polska grypa – ale wciąż pozostaje niebezpieczna i nikt z przyjezdnych nie chce wrócić do swojego kraju z taką pamiątką. Stąd koniecznością jest nie tylko zaopatrzenie się w tabletki Malarone ale również w skutecznie działający repelent. Wykonywanie zabiegów stomatologicznych wiąże się z dużym ryzykiem zakażenia. Wśród chorób przenoszonych poprzez kontakt z krwią królują WZW typu B i AIDS. Nietrudno o zakażenie w wyniku zakłucia igłą, ale również możliwy jest transfer wirusa do organizmu poprzez przedostanie się krwi czy płynów ustrojowych z krwią drogą przez spojówkową…
Po 14-godzinnej podróży samolotowej z dwiema przesiadkami wylądowałam w Chartumie gdzie przez kilka dni poznawaliśmy życie mieszkańców stolicy Sudanu. Jednak naszym głównym celem była wyprawa na południe od Chartumu – do miasteczka Kosti położonego w regionie nad Białym Nilem. Długi, męczący dzień spędzony na 7-godzinnej podróży zakończył się z hukiem – ku naszemu zaskoczeniu czekało nas wielkie przyjęcie powitalne zorganizowane przez lokalnych liderów, przewodniczących, uczonych i mieszkańców. Ludność z Kosti – słynąca z uprzejmości i hojności , dowiodła tego nie tylko wygłaszając przemowy z podziękowaniami i słowami zachęty ale także organizując dla nas posiłek i chwilę rozrywki z tańcami przy muzyce utalentowanego afrykańskiego zespołu. Byłam w szoku, że okazali mi tyle zainteresowania, ciepła i pozytywnych uczuć, widząc mnie po raz pierwszy w życiu!
W jakim zamiarem przebyliśmy tak długą drogę przez pustynne tereny Sudanu, by znaleźć się na południu kraju? Region Białego Nilu był punktem docelowym naszych działań, a miasteczko Kosti bazą wypadową – stąd każdego dnia wyruszaliśmy do wiosek afrykańskich, gdzie organizowaliśmy obóz stomatologiczny.
6:30 – oficjalna pobudka, wypadałoby jak najszybciej zebrać się i być gotowym do wyjazdu. Przyzwyczajona do pośpiechu i perfekcyjnej organizacji czasu zaciskam zęby biorąc prysznic z lodowatą wodą. Próba ogarnięcia twarzy w lustrze pamiętającym czasy młodości mojej prababci kończy się ze średnio zadowalającym efektem , ale przecież nie oczekiwałam tu luksusu. W tempie ekspresowym pakuję plecak – spray przeciwko komarom, żel antybakteryjny i butelka wody– o tym lepiej nie zapominać. Jestem gotowa i wychodzę z na zewnątrz , a tu czeka mnie niespodzianka… Właściwie to nikomu nie spieszy się tak bardzo. Sudanese timing- coś czego nie zdołałam zrozumieć do końca pobytu w tym kraju…
Kiedy w końcu wszystkim udało się zebrać wyruszamy do wioski, w której będziemy leczyć. Czasem odwiedzaliśmy miejsca w odległości pół godziny drogi od Kosti, a kiedy indziej trzeba było pokonać dwugodzinną trasę przez pustynię, mijając skrawki zieleni nad rzeką Nil. Tylko tam można dostrzec ludzi uprawiających glebę, ciągnących wodę z rzeki dostarczając ją następnie do swoich domów w beczkach, które ciągnęły osły. Wydawać by się mogło, że znajdujemy się in the middle of nowhere, a tymczasem ku mojemu zaskoczeniu przed budynkiem przeznaczonym w danym dniu na nasze potrzeby już od rana oczekiwały tłumy pacjentów. Dla tych ludzi było to wielkie szczęście, że grupa lekarzy przyjechała w ich okolice. Zwykle musieli pokonywać kilka godzin drogi do miast, w których znajdowały się gabinety stomatologiczne. Większość afrykańskich wiosek jest odcięta od dostępu do podstawowych świadczeń medycznych, a wizyta u stomatologa często odbywa się w momencie, kiedy ząb nadaje się już tylko do ekstrakcji. Zaawansowane stany zapalne, ropnie, i inne ekstremalne przypadki to codzienność w Sudanie. Większość dokonywanych przez nas ekstrakcji polegało na usuwaniu resztek zębów, korzeni z towarzyszącymi im ziarniniakami okołowierzchołkowymi. Świadczy to o tym, jak późno pacjenci zgłaszają się z potrzebami do stomatologa nie zdając sobie sprawy, że proces zapalny toczący się w zębach może mieć wpływ na stan i prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu…
Pewnego dnia przyszedł do nas pacjent w dużej potrzebie. Od około dwóch tygodni doskwierał mu ropień. Oczywiście mężczyzna- mieszkaniec afrykańskiej wioski w wieku lat 30-paru nie zdawał sobie sprawy, że wyrośle rozmiarów małego jabłka na jego policzku to efekt toczącego się stanu zapalnego i jakie mogą być konsekwencje zaniedbania tego stanu. Pomimo bólu i objawów towarzyszących od ponad tygodnia nie zgłosił się on do lekarza. Dlaczego? To oczywiste- nie tylko z braku świadomości ale też z powodu ograniczonego dostępu do świadczeń medycznych w miejscu, w którym zamieszkiwał. W celu uzyskania leczenia musiałby pokonać drogę do najbliższego (lecz wcale nie pobliskiego) większego miasteczka… Z reguły nie pojawiali się u nas pacjenci z tego rodzaju potrzebami. Nasze działania z zakresu chirurgii ograniczały się do ekstrakcji. Jednak tym razem dr Hanaa – chirurg stomatologiczny z Chartumu zarządziła aby przygotować oddzielne pomieszczenie w izolacji od pozostałych miejsc, gdzie leczyliśmy tego dnia. W tej „czystej sali” mieliśmy udzielić pomocy mężczyźnie. Przeprowadzona diagnostyka pozwoliła ustalić, że był to ropień podżwaczowy lub okołożuchwowy. Przygotowaliśmy niezbędne do zabiegu instrumenty i przystąpiliśmy do działania.
Jeśli do tej pory ktoś myślał, że podczas pobytu w Sudanie miałam okazję leczyć zęby w tamtejszych klinikach – to najwyższy czas aby wyprowadzić go z błędu. Pomieszczenia, w których organizowaliśmy naszą pracę nie miały nic wspólnego ze sterylnie czystym gabinetem w europejskim mieście. Prędzej zyskałyby one miano baraków, niż budynków użyteczności medycznej. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pewnego dnia poinformowano mnie, że znajdujemy się na terenie szkoły. Atmosfery i możliwości nauki nie wyczuwałam w tym miejscu ani trochę…
Wygodny fotel dentystyczny, regulacja zagłówka, lampa dobrze oświetlająca pole zabiegowe? Przecież to nic nowego, każdy stomatolog na co dzień pracuje w takich warunkach. Tutaj , podczas wolontariatu w Sudanie, za fotel służyły mniej lub bardziej stabilne plastikowe krzesła, podparcie głowy pacjenta – coś o czym często marzyłam, a jeśli chodzi o światło- musiało wystarczyć to, które wpadało przez okna do pomieszczenia. Chyba, że znalazł się akurat ktoś z wolną ręką i chęcią do oświetlenia latarką z telefonu komórkowego. Tackę z instrumentami stomatologicznymi trzymał zwykle sam pacjent…
Pracowaliśmy do samego wieczora, do momentu gdy zapadał zmrok i brak światła nie pozwalał nam dłużej przeprowadzać zabiegów. Ale my wciąż pozostawaliśmy pełni energii i zapału oczekując na następne wyzwania. Bo gdzie szukać większej satysfakcji niż wtedy kiedy o zmierzchu , przy świetle latarek z telefonów kończymy ostatnie ekstrakcje świadomi, że udało nam się pomóc tego dnia ogromnej ilości pacjentów w potrzebie.
Wyciągnąć pomocną dłoń do kogoś, kto najprawdopodobniej nigdy Ci nie zapłaci, sprawić by na twarzy drugiej osoby zaistniał uśmiech- to właśnie idea naszego ‘voluntary convoy’. Podczas podróży do White Nile State- Kosti pomogliśmy ponad 1580 mieszkańcom afrykańskich wiosek. W tych dniach udało się także wykonać 40 prac protetycznych. Królową potrzeb stomatologicznych mieszkańców terenów przez nas odwiedzanych była chirurgia. Często ekstrakcje mnogie, pozostałości zębów z zaawansowanym procesem próchnicowym, korzenie. W obszarze naszych działań znajdowały się również periodontologia- skalingi manualnymi instrumentami (higiena jamy ustnej pozostawia wiele do życzenia… ) oraz stomatologia zachowawcza, której z uwagi na wyższość innych potrzeb – było najmniej.
Doświadczenie jak żadne inne. Nikt nie pozostał bez zdobytej wiedzy, umiejętności. Poświęciliśmy się wyzwaniom, przed którymi stanęliśmy a każdy napotkany przypadek uczynił nas silniejszymi. Organizacja konwoju to duże logistyczne przedsięwzięcie wymagające nakładów pracy. Załoga młodych lekarzy stomatologów i studentów z Uniwersytetu Medycznego w Chartumie, doświadczona w tego typu zadaniach w perfekcyjny sposób była w stanie przygotować polowe warunki do przeprowadzania poważnych zabiegów. Pacjenci zgłaszający się do nas po pomoc nie oczekiwali luksusów, byli pokorni i wdzięczni a ich przyjazny uśmiech, uścisk dłoni czy przytulenie były dla mnie najwspanialszą zapłatą za wykonaną pracę. Raz zdarzyło mi się także dostać truskawkowe gumy do żucia a nawet propozycję małżeństwa …
Uczestnictwo w International Dental Volunteer Convoy w Sudanie to dla mnie nie tylko szansa na naukę i praktykę z zakresu stomatologii ale również i lekcja człowieczeństwa- zrozumienie prawdziwego znaczenia bycia żywym, bycia częścią czegoś więcej niż ja sama. Z bólem serca i łzami w oczach pożegnałam te piękne dni – chwile radości i ciężkie momenty, które uczyniły mnie silniejszą. Mam nadzieję, że nie była to moja ostatnia wyprawa na Czarny Ląd, że jeszcze nie jeden raz uda mi się pomóc tam tym wspaniałym ludziom, którzy tego naprawdę potrzebują.
It’s never goodbye – it’s just till next time…

Autor: Aleksandra Grabiec

Olimpiada Wiedzy Profilaktycznej PTSS DentalCare

Rok akademicki 2015/2016 obfitował dla członków Polskiego Towarzystwa Studentów Stomatologii w wiele ciekawych wydarzeń naukowych, niesamowite konferencje i warsztaty, w których wzięła udział rekordowa liczba osób, zakrojone na szeroką skalę akcje profilaktyczne w całej Polsce i wykłady światowej sławy mistrzów stomatologii. Wyjątkową okazją do sprawdzenia swojej wiedzy i rozszerzenia horyzontów była organizowana po raz pierwszy Olimpiada Wiedzy Profilaktycznej PTSS i Dentalcare.

W Olimpiadzie wziąć udział mógł każdy członek Polskiego Towarzystwa Studentów Stomatologii, który podczas konferencji w Łodzi, Warszawie lub Zabrzu rozwiązał internetowy test wiedzy obejmujący zagadnienia profilaktyki oraz tematy poruszane w trakcie porannych sesji wykładowych. Do pierwszego etapu przystąpiło blisko 150 osób, z których wyłoniono 15 szczęśliwców. Nagrodą dla nich był irygator firmy Oral B, bezpłatny udział w konferencji w Gdańsku oraz 5- godzinne warsztaty z technik prezentacji z trenerem personalnym Tomaszem Owczarkiem. Uczestnicy warsztatów mieli możliwość przyswojenia sobie zarówno podstaw, jak i przydatnych wskazówek, które miały pomóc im podczas finałowego wystąpienia. Wiedza o tym, w jaki sposób poruszać się na scenie, jak układać dłonie, za pomocą jakich programów stworzyć profesjonalną i łatwą w odbiorze prezentację, w jaki sposób zaciekawić słuchaczy z pewnością przyda się także w codziennym życiu. Perspektywa szkoleń i późniejszych korzyści była dużą zaletą i zachęta do wzięcia udziału w olimpiadzie, co zgodnie podkreślają Izabella Mysłowska i Mariusz Malinowski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. „Zdecydowałam się wziąć udział w olimpiadzie, ponieważ było to coś nowego. Dużo pytań dotyczyło wykładów, co motywowało do słuchania ich z większa uwagą. Forma drugiego etapu pozwoliła na większe zainteresowanie się tematem i poszerzenie wiedzy w bardzo życiowych dziedzinach.”, dodaje Iza. Zadaniem uczestników kolejnego etapu było bowiem przygotowanie pracy pisemnej na jeden wybrany temat spośród zaproponowanych przez organizatora. Należały do nich:
1. Profilaktyka stomatologiczna u kobiet w ciąży
2. Profilaktyka stomatologiczna periimplantitis
3. Profilaktyka u pacjentów z przewlekłą chorobą przyzębia
4. Skuteczność manualnych i elektrycznych szczoteczek do zębów w usuwaniu biofilmu i redukcji stanów zapalnych dziąseł
5. Zastosowanie i skuteczność związków fluoru w pastach do zębów

Komisja, w skład której weszli prof. dr hab. n. med. Dorota Olczak-Kowalczyk, prof. dr hab. n. med. Marek Ziętek, lek. dent. Maciej Michalak, dr hab. n. med. Jolanta Pytko- Polończyk, dr n. med. Katarzyna Szczeklik, dr n. med. Joanna Ryniewicz po dogłębnym przeanalizowaniu prac wyłoniła czwórkę finalistów. Dużym zaskoczeniem było to, że w tym gronie znalazły się same kobiety, a dodatkowo 3 z nich są studentkami Śląskiego Uniwersytetu Medycznego 🙂
Finał zaplanowany został podczas ostatniej w tym roku akademickim konferencji w Poznaniu 22-24. kwietnia. Emocji było dużo – wystąpienie przed tak znamienitym gronem, jakim są członkowie PTSS, Be Active Dentist oraz lekarze dentyści biorący udział w konferencji Dental News, nie zdarza się na co dzień… Zaprezentowane zostały 4 prace o różnej tematyce:
• Natalia Grychowska – „Profilaktyka u pacjentów z przewlekłą chorobą przyzębia”.
• Marietta Grytner – „Profilaktyka stomatologiczna periimplantitis”.
• Aleksandra Nowicka – „Zastosowanie i skuteczność związków fluoru w pastach do zębów”.
• Aleksandra Orłowska – „Profilaktyka stomatologiczna u kobiet w ciąży”.
Jury w składzie dr n. med. Andrzej Bożyk, ppłk lek. stom. Remigiusz Budziłło, lek dent. Maciej Michalak po zaciętych obradach postanowiło przyznać I. miejsce Marietcie Grytner z ŚUM, II. Aleksandrze Orłowskiej (ŚUM), III. Natalii Grychowskiej (UM Łódź). Każda z laureatek otrzymała voucher na cele szkoleniowe, odpowiednio na kwotę 3 tys. zł za miejsce pierwsze, 2 tys.zł za miejsce drugie i 1 tys.zł za miejsce trzecie. Dodatkowo wszystkie uczestniczki finału dostały nagrody rzeczowe i zwrot kosztów konferencji.
Czym była olimpiada dla jej uczestników? Przede wszystkim motywacją do poszerzania swoich horyzontów, sprawdzeniem wiedzy, możliwością wykazania się własnym zaangażowaniem oraz inwencją, inspiracją do rozwoju i zachętą do dzielenia się swoimi dokonaniami. „Nie chodzi nawet o to, czy się wygra – samo wzięcie udziału już rozwija, bo do każdego etapu trzeba się przygotować.”, twierdzi Mariusz. „Różnorodność zadań jakie postawili przed nami organizatorzy, sprawiła, że mogłam sprawdzić się w teście wiedzy, pisaniu pracy naukowej i co okazało się najtrudniejsze, ale i dające najwięcej satysfakcji – wystąpieniu na konferencji naukowej.”, przyznaje Aleksandra Orłowska, zdobywczyni II miejsca. „Myślę, że solidna porcja wiedzy oraz zabawy, która towarzyszy olimpiadzie, z pewnością zachęci studentów do udziału w kolejnych edycjach”, dodaje.
Jako pierwsza laureatka olimpiady (w kolejnych latach organizowane będą kolejne edycje) zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%. Zapewne jak większość tegorocznych uczestników lubię wyzwania, lubię sprawdzać się w nowych sytuacjach, dlatego od samego początku była to dla mnie ciekawa propozycja. Konieczność przygotowania pracy pisemnej i przeczytania wielu artykułów medycznych na wybrany przeze mnie temat profilaktyki periimplantitis dało mi już możliwość wymiany poglądów z doświadczonymi już w tym temacie lekarzami, a poświęcona praca zaowocuje wkrótce artykułem. Gorąco polecam wzięcie udziału w olimpiadzie każdemu, komu bliskie jest hasło „Be ACTIVE Dentist”. Naprawdę warto!

Autor: Marietta Grytner

A może nad morze?

A może nad morze?

Jak wyglądają studia na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym? Czy poza ciężką nauką studenci mają choć chwilę, żeby wybrać się nad morze, które także przyciągnęło ich do tego miasta?

Zdjęcie 3

GUMED/MUG W Gdańskim Uniwersytecie Medycznym studiuje 6426 studentów na 17 kierunkach (w tym 4 kierunkach międzyuczelnianych). Jest to najstarsza i największa uczelnia medyczna w północnej Polsce. Zajęcia odbywają się głównie w nowoczesnych, dostosowanych do bieżących potrzeb budynkach, wykorzystując specjalistyczny sprzęt na miarę XXI w. Niewątpliwym osiągnięciem i wielkim atutem GUMED-u jest powstanie Centrum Medycyny Inwazyjnej, dzięki staraniom rektora prof. dr. hab. Janusza Morysia. Jest to jeden z najnowocześniejszych szpitali w Europie. W 2015 r. rozpoczęła się budowa Centrum Medycyny Nieinwazyjnej, dzięki czemu znaczna większość katedr i klinik będzie mieścić się w jednym miejscu. Wystartowały także prace mające na celu rozbudowę oraz unowocześnienie gmachu biblioteki.

Zdjęcie 2

W tym roku zostanie oddane do użytku Centrum Symulacji Medycznej, które umożliwi dalsze upowszechnianie technik symulacji w nauczaniu zawodów medycznych. Warto wspomnieć, że w ramach English Division Medical University of Gdansk na kierunku lekarskim studiuje obecnie 794 studentów, a od 2001 r. ukończyło go 432 absolwentów. Najliczniejszą grupą studentów obcojęzycznych są osoby pochodzące ze: Szwecji, Kanady, Królestwa Arabii Saudyjskiej, Norwegii, USA, Indii, Iraku i Niemiec. Życie studenckie Studenci mają duży wybór kół naukowych, praktycznie z każdej dziedziny medycyny. Aby rozładować emocje związane z ciągłą nauką, można wybrać się na zajęcia sekcji sportowej Akademickiego Związku Sportowego lub imprezy organizowane w klubie studenckim „Medyk”. Niewątpliwą frajdą jest obecność morza i związanych z nim atrakcji. Miłośnicy szant i sportów wodnych mają tutaj swój „raj na ziemi”. Również bliskość wiecznie tętniącego życiem Sopotu sprawia, że studenci chętnie wybierają Trójmiasto na miejsce swoich akademickich przygód. Zawsze, niezależnie od pogody i pory roku, można bardzo miło spędzić czas w urokliwych kawiarenkach, restauracjach i klubach w starym mieście, które w Gdańsku jest wyjątkowe. W ramach Juwenaliów Uczelniany Samorząd Studentów GUMED organizuje „Medykalia”. Podczas „tygodnia młodych” odbywają się koncerty, gry miejskie, zawody sportowe, grille w kampusie akademickim oraz imprezy. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się „White Fartuch Party”, które ściąga studentów z całego Trójmiasta. Oddział Stomatologiczny Pierwszą rekrutację na studia stomatologiczne przeprowadzono już w 1948 r. Kierunek lekarsko-dentystyczny istnieje do dzisiaj, studiuje go ok. 300 studentów, co sprawia, że jest najmniej licznym kierunkiem stomatologicznym w Polsce. Podczas ubiegłorocznej rekrutacji na 1 miejsce kandydowało aż 36,2 maturzystów! Studenci mają zajęcia zawodowe prowadzone przez 7 katedr. Duży nacisk kładziony jest na praktykę, dzięki czemu podczas zajęć ze stomatologii zachowawczej pracujemy w trybie „jeden student – jeden fotel”. Ponadto, nie możemy narzekać na niedomiar pacjentów, wręcz przeciwnie – cieszymy się z ich nadmiaru. Pacjenci przyjmowani są przez studentów bezpłatnie w ramach NFZ, nawet ubytki w zębach tylnych wypełniane są kompozytami całkowicie za darmo. W ramach Oddziału Stomatologicznego Wydziału Lekarskiego istnieje kierunek: techniki dentystyczne,który cieszy się niesłabnącą popularnością. W 2015 r. o 1 miejsce rywalizowało tu 3,7 maturzystów. Podczas rekrutacji wszyscy kandydaci zobowiązani są przystąpić do egzaminu z modelarstwa organizowanego przez Gdański Uniwersytet Medyczny. Poza praktycznym przygotowaniem do zawodu, studenci poszerzają wiedzę z anatomii, fizjologii narządu żucia i ergonomii. Absolwenci otrzymują dyplom i tytuł zawodowy licencjata. PTSS, Oddział Gdańsk Gdański Oddział Polskiego Towarzystwa Studentów Stomatologii powstał 24 czerwca 2003 r. Przez wszystkie lata działalności studenci zrzeszeni w stowarzyszeniu uczestniczyli w wielu ogólnopolskich konferencjach, festynach i targach, zarówno w kraju, jak i za granicą. Oddział promuje zdrowie w lokalnych społecznościach. Możemy pochwalić się licznymi akcjami profilaktycznymi przeprowadzanymi w przedszkolach, szkołach, szpitalnych oddziałach, galeriach handlowych, a nawet w tramwaju! Bierzemy udział w słynnych uczelnianych imprezach, jak np. „Medyczny Dzień Nauki” czy „Piknik na Zdrowie”. „Operacja Trójząb vol.2” To już IV Ogólnopolska Konferencja PTSS w Gdańsku! W dn. 18-20.03. br. będziemy gościć studentów oraz młodych lekarzy dentystów z całego kraju. Konferencja odbędzie się w Audytorium Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, ponieważ nasza Alma Mater nie dysponuje jeszcze aulą dla 700 osób. Patronat naukowy nad sympozjum objęła prof. dr hab. Katarzyna Emerich– Kierownik Katedry Stomatologii Wieku Rozwojowego, a patronat honorowy – prof. dr hab. Janusz Moryś – rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zdjęcie 7Zdjęcie 8

Integracja Gdańskiej Stomy” 27 listopada 2015 r. odbyła się pierwsza na Pomorzu impreza inspirowana długoletnią tradycją Polskiego Towarzystwa Patologów z Łodzi – „Integracja Gdańskiej Stomy”. Impreza odbyła się w klubie „Medyk” i ściągnęła tłumy z całego miasta (nie tylko ze stomatologii). Miejmy nadzieję, że gdańska „Integracja Stomy”, podobnie jak łódzka, zostanie z biegiem czasu zaliczona do niepowtarzalnych wydarzeń uważanych za kultowe, stałe, oczywiste, bez których codzienne życie zarówno studentów, jak i absolwentów nie byłoby tak barwne. Zarząd gdańskiego PTSS zapowiada kolejną integrację już wiosną 2016!

Autor: Adam Bęben

 

Zdjęcie 9Zdjęcie 11

Najcenniejszy ząb na świecie czyli podróż do świątyni zęba w Kandy

Najcenniejszy ząb na świecie czyli podróż do świątyni zęba w Kandy

Nie bez przyczyny, będąc 2 tygodnie na Sri Lance, za cel podróży wybrałam świątynię. Świątynię nie byle jaką. Znajduje się tam święta relikwia – ząb Buddy. Co roku przybywają tam buddyści nie tylko z wyspy, ale również z Indii, Chin, Tajwanu i innych krajów Azji. Przyjeżdzają, by medytować z myślą, że kiedyś ów ząb należał do Buddy. Kandy jest to stolica prowincji centralnej Sri Lanki. W środku miasta znajduje się pokaźnych rozmiarów świątynia, w której przechowywany jest święty ząb.

Świątynia stanowiła w przeszłości część kompleksu pałacowego władców królestwa Kandy. Istnieje kilka wersji dotyczących tego, jak ząb (dokładnie górny lewy siekacz) znalazł się na wyspie. Jedna z legend głosi, że został skradziony ze stosu pogrzebowego podczas pochówku Buddy. Inna, że podczas palenia ciała ząb unosił się, sygnalizując chęć pozostania na wyspie. Sam ząb na Cejlonie znalazł się w 313 r. dzięki księżniczce Hemamali, która ukryła go we włosach, w koku splecionym na głowie, podczas ucieczki z Indii przed wojskiem hinduskim. Księżniczka, przybywając na wyspę, podarowała ząb panującemu królowi Kirthiemu Sri Meghavarnie, który postawił dla niego świątynię w Anuradhapurze. Każdy z rządzących stawiał dla niego swoją świątynię, ostatnią była ta w Kandy. Na pamiątkę tego wydarzenia większość kobiet na Sri Lance upina włosy w podobny sposób. Mieszkańcy nadal wierzą, że krajem może rządzić jedynie ten, kto posiada ząb Buddy. Zbliżając się do świątyni, łatwo zauważyć, że otacza ją biały podwójny mur. Ten zewnętrzny nazywany Diyareli Bamma ma symbolizować fale wody. Wewnętrzny – Walakula Bamma to w buddyjskiej symbolice poziom chmur i znak, że to miejsce o najwyższej świętości dla buddystów. Wejście do kompleksu jest pilnie strzeżone. Nic dziwnego, przeprowadzono tu zamach bombowy. Na terenie świą- tyni obowiązuje odpowiedni strój, górna wierzchnia część garderoby powinna zakrywać ramiona, a dolna nogi. Informacje o restrykcyjnym stroju znajdziemy w każdym przewodniku turystycznym. Przed samymi schodami do świątyni znajduje się przechowalnia obuwia. Zwiedzanie odbywa się na boso. Niezależnie od tego, czy zwiedzający jest wyznawcą buddyzmu, czy nie. W każdej kaplicy w powietrzu unosi się woń kadzideł. Na ziemi – tłumy modlących się ludzi oraz składających kwiaty dziękczynne przed kryptą. Ząb przechowywany jest w złotym relikwiarzu, składającym się z 8 pojemników. Zobaczyć go mogą jedynie najznakomitsi. Sam kompleks poraża przepychem i bogactwem. Mnóstwo tutaj złoceń, złoconych figur i figurek Buddy. Wokół świątyni znajdują się ogrody. Można udać się na spacer i napawać się widokiem rzeźb i małych kapliczek. Można również odwiedzić pałac królowych mieszczący Muzeum Narodowe z przedmiotami z czasów przedkolonialnych, łaźnie królewskie, Muzeum Słonia Radży oraz Muzeum Archeologiczne. Wycieczkę pielgrzymów do świetego zęba Buddy można porównać z pielgrzymką do Częstochowy. Pośród ludzi odwiedzających kompleks było czuć poruszenie oraz powagę – tak bardzo jest to święte i ważne miejsce dla nich. Mnie również udzieliła się jego atmosfera: skłoniła do refleksji i uświadomiła, że ząb to symbol władzy, świętości i siły.

Autor: Małgorzata Sęk

Goulash and Paulinka

Goulash and Paulinka

Zastanawiasz się, gdzie w tym roku pojechać na praktyki? Program IADS oferuje tak wiele różnych ciekawych miejsc, że trudno podjąć decyzję. Być może moje doświadczenia z Budapesztu pomogą w podjęciu tej właściwej?

Like many stories, this one starts with a twist. I applied for an IADS internship in the Czech Republic – a neighbouring country with a language I more or less understand. Instead, I got a phone call: „There’s a place for you in Budapest. Take it or leave it?”. I could either choose boring old Cracow (because, you guessed it, I didn’t get the spot I applied for) or a slightly exotic two-week stay in a place I’ve only heard of from all those ghost stories that my father used to tell. She said, „Budapest this… Budapest that….”, followed my complaining. However, Budapest turned out to be insanely fun! Our team of four: Magda, Karolina, Lukasz and I set out for the capital city of Hungary on a hot July morning. Ahead of us was a five-and-a-half hour drive to a city far away, most of it leading through scenic mountainous areas and desolate plains of Slovakia. As we arrived at the dorms quarter past five, we had our first encounter with native Hungarians. As the four of us walk up to the front door, we were greeted by the typical guard sitting in his little room and watching tv. I knock on his window and start telling him who we are and what are we here for. He responds with a blank stare and some mumbled Hungarian. Great! He doesn’t speak English. He won’t open the door and we have no place to go. To make things worse, we naturally didn’t write down Eszter’s phone number. Eszter is the LEO, she’s the one in charge of everything. Luckily, she didn’t forget our approximate time of arrival, so she’s already there waiting for us. Ester will be our guardian angel throughout this whole Budapest experience, having everything perfectly planned and on time, helping us out whenever there’s trouble. She’s basically our mom. We got the keys to our rooms and filled out the paperwork. It’s time to meet the rest of the team. There’s Nela from the Czech Republic, Youssef from Egypt, Laura and Diana from Armenia, and Marta and Monika from Poland. They’re the friendliest people you’ll ever meet. They’ve all got beautiful smiles. The lingua franca is English – English connects people. Well, English and Palinka to be precise. The dorms are near the Nagyvarad Ter metro station, the clinic is just two stops away, and if you happen to go one stop more, you’ll be where the clubs and the best parties are. That’s what you call a good location. There’s enough free parking space in front of the dorms, just don’t forget to park your car with the hood facing the right direction (I got a 30 euro ticket for not doing that). Each room is newly furnished, houses three students and is equipped with a refrigerator. There are bathrooms and kitchens on each floor. For the next two weeks Semmelweis University was to be our temporary alma mater. The Dental Clinical and Training Centre is located in a recently completed building on Szentkiralyi Street. Our hosts carefully planned shifts and rotated our schedules so that everyone would get a chance to visit every department. And, if you happened to be a fan of any specific branch of dentistry, you got to go wherever you wanted for the whole duration of the stay. The Oral Surgery Department and Orthodontics Department were unanimously deemed the best. For example, I spent most of the time shadowing Dr George Avraam, at the Orthodontics Department. He took good care of my friends and me, he answered all our stupid questions and showed us everything he could. He speaks English, German, Spanish, Greek and Hungarian, so I’m sure you’ll find a common language with him if you’re into orthodontics. The Oral Surgery Department provided an opportunity to see dental implant placements, root resections, tissue sampling and extractions, extractions, extractions! But it wasn’t all work and no play. The local crew made sure that EVERY SINGLE DAY was filled with sightseeing and partying. The NEO Karolina Rado provided us with her personal and professional guidance around the city for a few afternoons. We saw the neo-gothic Parliament Building, the Castle Hill and Dungeons, spend some time at the beach on Margaret Island, at the baths and many more. I think I left Budapest having visited every part of it that was really worth a visit. The hospitality of the local crew was amazing. We had an international foods party near the end of our stay. The Polish team made pierogies and gzik. There was delicious Czech beer, Armenian Whisky and sweets, as well as Egyptian Shawarma. The whole Hungarian team did their best to let us taste the best of Hungarian food – homemade, of course. The whole experience had a huge impact on me. For sure this is one of the best exchanges I’ve ever experienced. The overall organization and social program were of first class quality. I would recommend everyone to choose Hungary this year. I’m sure you won’t regret a single moment – I certainly don’t. To the whole IADS team at Budapest- girls, you did a great job! On behalf of the entire Krakow team, I would like to thank you and hope to see you soon!

„Załóż wygodne buty, wyjdź z domu i biegnij” – sylwetki aktywnych studentów stomatologii

Magda Banach i Adam Buła są studentami III roku kierunku lekarsko-dentystycznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Łączą ich nie tylko studia i uczęszczanie do jednej grupy dziekańskiej, ale także wspólna pasja – bieganie. Magda startowała już w Pół- maratonie Dąbrowskim, Maratonie Warszawskim, Men Expert Survival Race, Biegu Walentynkowym. Adam ma za sobą Goral Marathon, Bytomski Półmaraton, Półmaraton Gliwicki oraz Silesia Marathon. Na swoim koncie mają także wspólne starty m.in. w Dolno- śląskim Festiwalu Biegów Górskich (Złoty Maraton – 43 km), Maratonie Górskim „Leśnik” (47 km), Zimowym Maratonie Bieszczadzkim (42 km), Medykaliowym Biegu Terenowym ŚUM oraz w Legion Run.

Magda: Do tej pory udało mi się ukończyć kilka poważ- niejszych biegów. 2 razy „stanęłam na pudle”. Zdobyłam 3. miejsce w Złotym Maratonie oraz 2. w Zimowym Maratonie Bieszczadzkim w swojej kategorii. Razem z Adamem zdobyliśmy także 2. nagrodę w drużynowym Biegu Terenowym ŚUM.

Adam: Dla mnie sukcesem jest po prostu przekroczenie linii mety. Gdy zrobię to w czasie, który wcześniej sobie założyłem, satysfakcja jest tym większa. Po zawodach to przeważ- nie Magda wraca z nagrodami.

Jak rozpoczęła się Wasza przygoda ze sportem?

Magda: Sport zawsze stanowił sporą część mojego życia. Wiem na pewno, że odegrał dużą rolę w kształtowaniu mojego charakteru. Nigdy nie przepadałam za bieganiem, co teraz wydaje się nieco śmieszne. Zaczęłam od startu w półmaratonie. Stwierdziłam, że bieganie w terenie musi być atrakcyjniejsze. Wzięłam więc udział w Złotym Maratonie w Górach Stołowych, na który namówił mnie Adam. Przekroczenie linii mety tego biegu dało mi ogromną satysfakcję, mimo że momentami było naprawdę ciężko. Przepiękny krajobraz Sudetów oraz atmosfera, jaką tworzyli ludzie dawały siłę i chęci na więcej. Pasja do biegania po górach właśnie tak się zaczęła!

Adam: Sport był obecny w moim życiu odkąd pamiętam. Myślę, że to zasługa rodziców, którzy zawsze chcieli, żebym był osobą aktywną.

Czy są osoby, które są dla Was autorytetami?

Magda: Na bieżąco śledzę nowinki z życia najlepszych ultrabiegaczy amatorów. Często zauważam, że mamy podobne odczucia związane z bieganiem. Okazuje się, że oni również miewają gorsze dni, ich ciała też odmawiają współpracy, a motywacja gdzieś się chowa i trudno ją odnaleźć. Na ich stronach internetowych czytam recenzje sprzętu biegowego oraz opisy biegów w najróżniejszych miejscach na całym świecie. Na tej podstawie wyznaczam sobie cele.

Adam: Autorytetami są dla mnie osoby, które przez ciężką pracę i trening dużo osiągnęły. To nie tylko biegacze, ale również sportowcy innych dyscyplin. Dużo rozmawiam z ludźmi z tego środowiska, przez co ciągle się rozwijam i poprawiam swoje przygotowania. Czytam książki, których autorzy zajmują się sportami wytrzymałościowymi „na poważnie”. Przez to coraz bardziej się „nakręcam” i do głowy przychodzą mi takie pomysły, jak np. ukończenie na dystansie pełnym Triathlonu Ironman.

Jak udaje Wam się znaleźć czas na pasję i studiowanie?

Magda: Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak dużo czasu trzeba poświęcać na naukę, studiując stomatologię. Zajęcia są długie i często zdarza się, że wychodzimy z domu o 8.00, a wracamy o 17.00. Po takim dniu ostatnie, na co mam ochotę, to trening – szczególnie, gdy pogoda nie dopisuje, a w głowie mam jutrzejsze zaliczenia. Z tego powodu umiejętność organizacji czasu to kolejny „skutek uboczny” biegania. Staram się rozsądnie zarządzać wolnym czasem. Są dni, gdy nauka na kolokwium wygrywa. Wtedy zamiast 10 km przebiegam 5.

Adam: Najpierw jest trening, potem nauka. Żeby znaleźć czas na jedno i drugie, zazwyczaj wystarczy wcześniej wstać. Odpoczynkiem od wysiłku fizycznego jest wysiłek psychiczny i na odwrót. Ponadto bieganie sprawia, że endorfiny dostają się do mojej krwi i łatwiej jest mi się uczyć.

Czy bieganie wymaga od Was jakichś wyrzeczeń?

Magda: Żadnych! Bieganie sprawia mi przyjemność. Pozwala na ucieczkę od codzienności. Starty w biegach górskich to dla mnie odpoczynek. Już odliczam dni do kolejnego wyjazdu w marcu, tym razem będzie to Zimowy Ultramaraton Karkonoski (50 km). Jedyne skojarzenie ze słowem „wyrzeczenie”, jakie przychodzi mi na myśl, to konieczność oszczędzania pieniędzy na sprzęt, transport i wpisowe.

Adam: Trening jest przyjemnością. Oczywiście, czasami trzeba zacisnąć zęby, jednak nie myślę o tym jak o wyrzeczeniu. W końcu lepiej jest godzinę pobiegać niż spędzić godzinę przed ekranem telewizora lub komputera, oglądając serial.

Czy możecie udzielić uniwersalnej rady komuś, kto chciałby zacząć biegać?

Magda: Załóż wygodne buty, wyjdź z domu, włącz dobrą muzykę i biegnij. Nieważne, ile – na początek wystarczy 15 min. Zrób marszobieg, jeśli nie dajesz rady ciągle biec. Obiecuję, że poprawę kondycji zauważysz naprawdę szybko. Znajdź „biegowego” kompana, a najlepiej całą grupkę. Będziecie się wzajemnie motywować – jak ja i Adam.

Adam: Siedzisz teraz przy komputerze, przy biurku, może leżysz z laptopem na kolanach. Przeglądasz aktualności na Facebook-u. Moja rada jest taka: właśnie w tym momencie wyloguj się, załóż buty i idź biegać – 5 km, 2 lub 1. Pamiętaj: każdy człowiek kiedyś zaczynał. Potrzebny jest czas i treningi. „Potrzeba czasu, żeby dokonać rzeczy trudnych. Aby dokonać rzeczy niemożliwych, potrzeba trochę więcej czasu”. Zatem wyłącz Facebook-a, Instagram, Pudelka i pomyśl o swoim życiu. Zrób coś ważnego!

Idealnym podsumowaniem tego wywiadu jest powszechne powiedzenie: „Chcieć to móc!”. Magda i Adam udowadniają, że student stomatologii może z powodzeniem realizować swoje pasje i być aktywnym. „Mam dużo zajęć i nauki” staje się zatem kiepską wymówką.

Rozmawiała: Aleksandra Nowicka

WordPress Image Lightbox Plugin