Z barwną pilotażową wizytą u przedszkolaków

Z barwną pilotażową wizytą u przedszkolaków

W poprzednim numerze BAD Tribune informowałam o konkursie organizowanym przez ACFF, czyli „Sojusz dla Przyszłości Wolnej od Próchnicy”. Serdecznie gratuluję jego zwycięzcom!

Stworzyłam na potrzeby konkursu, pod kierunkiem dr n. med. Anny Jarząbek z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, bardzo prosty w realizacji program. Jestem amatorem w tego typu projektach, ale włożyłam w to całe swoje serce i zaangażowanie. Nie byłabym sobą, gdybym pozostawiła swój program w zawieszeniu, dlatego zdecydowałam się na jego pilotażową realizację w Katolickim Przedszkolu Niepublicznym im. bł. Edmunda Bojanowskiego w Chróścicach – małej wiosce w województwie opolskim. To właśnie dzieci są bohaterami mojego programu – przyjęły mnie do swojego przedszkola z wielką ochotą, a na koniec nie chciały pozwolić, żebym wyszła. To dla mnie największa nagroda i motywacja do działania! Najpierw otrzymałam od opiekuna grupy wcześniej przygotowane przeze mnie ankiety, wypełnione przez rodziców. Zawierały one pytania dotyczące higieny jamy ustnej – nawyków, a także wiedzy na ten temat. Sumiennie przygotowałam się w domowym zaciszu na wizytę w przedszkolu. Spotkanie z dziećmi było dla mnie nie lada wyzwaniem, bo przecież nie wystarczy znać odpowiedzi na wszystkie ich pytania, trzeba jeszcze odpowiedzieć w taki sposób, by zrozumiały i poczuły potrzebę zadbania o własne zęby. W celu zbudowania dobrych relacji z dziećmi spotkanie rozpoczęłam od prostej gry „Do wspólnej zabawy zapraszam…”. Dzieci usiadły na dywanie w kółku, losowo wybrane dziecko rozpoczęło zabawę tymi słowami, a na końcu dodało własne imię, kolejna osoba powtarzała całe zdanie, dodawała imię poprzednika i swoje. Gra kończy się, gdy ostatnia osoba z kręgu powtórzy imiona wszystkich poprzedników. Gra jest prosta dla grupy przedszkolaków, bo wszystkie dzieci znają swoje już imiona, a osoba prowadząca po wielokrotnym powtórzeniu imion dzieci może zwracać się do nich bezpośrednio po imieniu, co sprawia, że atmosfera staje się przyjaźniejsza – moim zdaniem to kluczowy element w pracy z najmłodszymi. Następnie przeszłam do rozmowy na temat higieny jamy ustnej. Pogadankę warto poprowadzić zgodnie z kolejnością zagadnień: kim jest dentysta, czym się zajmuje, jak często powinniśmy go odwiedzać, jak dbać o zęby, jak często, jakie preparaty używamy do mycia zębów, jaką stosujemy pastę i w jakiej ilości. Końcowym etapem rozmów jest pokazanie dzieciom zestawu diagnostycznego, którego użyje dentysta podczas wizyty, ponieważ jak wynikało z ankiet, część dzieci w wieku 5-6 lat jeszcze nigdy nie była w gabinecie. Dla pozostałych to okazja do przypomnienia. Lusterko zostało przekazane dzieciom do ręki, by każde z nich mogło je dokładnie zobaczyć. Koniecznie należy zwrócić uwagę w rozmowie, że zęby składają się z 3 warstw i bakterie, które prowadzą do powstania próchnicy penetrują kolejne warstwy zęba, początkowo nie dając objawów bólowych, dlatego tak ważne są regularne wizyty u dentysty. Po rozmowie, poruszającej wszystkie wymienione aspekty, należy zademonstrować na modelu szczęki i żuchwy właściwą metodę szczotkowania zębów. Dzieci w wieku 5-6 lat powinny samodzielnie poradzić sobie z myciem zębów metodą okrężną Fonesa. Należy przy tym zwrócić ich uwagę, że pomoc mamy lub taty w szczotkowaniu będzie konieczna. W celu utrwalenia wiadomości z rozmów, kolejnym etapem spotkania jest zabawa z muzyką do piosenki „Myj zęby” z repertuaru zespołu Fasolki. Maluchy, nadal siedząc w kółku, w rytm muzyki podają sobie maskotkę, a kiedy muzyka przestaje grać, osoba z zatrzymanym pluszakiem wybiera numer pytania, który odczytuje osoba prowadząca program, a przedszkolak odpowiada. Odpowiedzi na wszystkie pytania zostały zawarte w pierwszej części spotkania w czasie rozmów, toteż zabawa ma na celu ugruntowanie wiedzy. Po zabawie, w celu utrwalenia techniki szczotkowania zę- bów, należy poprosić jedno lub dwoje dzieci, by na modelu zademonstrowały, jak właściwie myć zęby. Następnie przedszkolaki w 4-5-osobowych grupach udają się do łazienki, by umyć zęby nowopoznaną techniką. Do każdego dziecka prowadzący program musi podejść i trzymając rączkę dziecka, powinien pomóc mu zataczać szczoteczką wymagane „kółeczka”, aby dziecko poczuło, że robi to dobrze i nauczyło się właściwej siły nacisku. Podczas wizyty w łazience można jeszcze raz zapytać dzieci o wielkość porcji nakładanej pasty, ponieważ wielokrotne powtarzanie nowych informacji skutecznie je utrwali. Na koniec, w sali zabaw, zostaje dzieciom zapowiedziane kolejne niespodziewane spotkanie, a pomiędzy nimi, zarówno w domu, jak i w przedszkolu, dzieci wdrażają i utrwalają nowe umiejętności. Tydzień później odwiedzi- łam przedszkole ponownie, a dzieci zaskoczone, powitały mnie wyczekującym wzrokiem. Powtórzyliśmy razem grę z pytaniami i przeszliśmy do łazienki, gdzie wybarwiłam im zęby preparatem Mira-2-ton zgodnie z wymogami wskaźnika OHI, odnosząc się do oceny ilości ich płytki nazębnej. Program miał im posłużyć jako drogowskaz i pokazać, czy ich higiena w zakresie jamy ustnej jest wystarczająca. Muszę przyznać, że jestem zadowolona z rezultatów, u nielicznych dzieci pojawiło się niebieskie zabarwienie wskazujące na starą płytkę nazębną. Czerwono-ró- żowa barwa zębów wzbudzi- ła wiele radości. A u mnie? Ogromny uśmiech, dużą motywację, bo utwierdziło mnie to w przekonaniu, że moja wizyta w przedszkolu i poświęcony czas nie poszły na marne. Nie od dzisiaj mówi się o dużym problemie próchnicy wśród dzieci w przedszkolach w całej Polsce. Dzieciom w tym wieku można tłumaczyć wiele kwestii godzinami, a mimo wszystko najlepiej działa na dziecko coś, czego same do- świadczy. Zdecydowałam się na wizualizację płytki nazębnej płynem Mira-2-ton, który wybarwia świeżą płytkę na kolor różowy, a starą na niebieską. Stwierdzenie „trzeba myć zęby” do dzieci nie przemawia, należy pokazać, zademonstrować i wytłumaczyć, a przede wszystkim nauczyć, by działały w coraz większym zakresie samodzielnie. Jeśli ktoś z was chciał- by poznać szczegółowy plan przebiegu programu, by samodzielnie go zastosować, zapraszam do kontaktu mailowego: alexa94faro@o2.pl lub przez portal społecznościowy Facebook. Z przyjemnością odpowiem na wszelkie pytania, przyjmę konstruktywną krytykę, by skuteczniej edukować najmłodsze dzieci. Taki pilotaż to cenne doświadczenie dla mnie, starałam się jak najlepiej pokazać im wszystko, czego mogą się spodziewać podczas wizyty u dentysty – by nie bały się tej pierwszej wizyty, a przede wszystkim chętnie siadały na fotel regularnie, bo wtedy problemy będą zminimalizowane.

IDSS- stomatologia na drugim końcu świata?

IDSS- stomatologia na drugim końcu świata?

Sierpień, lato, wakacje…, ale dlaczego nie pójść wtedy do szkoły? Na to trudne pytanie odpowiedź była prosta! Tak! IDSS było odpowiedzią na wszystko…

W dn. 9-27.08.2015 r. odbył się w Indonezji projekt „International Dental Summer School” organizowany przez Dental School of Muhammadiyah University of Yogyakarta Indonesia, w którym brało udział 16 uczestników z całego świata, w tym silna, 5-osobowa grupa polskich studentek, reprezentujących Uniwersytet Medyczny w Łodzi oraz w Szczecinie.

Trochę z prywatnego dziennika…

Miesiąc na wyspach zapowiadał się jak przygoda życia. Pierwszy tydzień to czas, który wspólnie z pozostałymi uczestniczkami z Polski przeznaczyłam na poznanie wysp – Bali i Gili, a następne 3 tygodnie to już właściwy program na Javie, w Yogyakarcie. Pozytywnym emocjom towarzyszył lekki niepokój, co spotka nas na miejscu… Indonezja, jeden z największych krajów południowo-wschodniej Azji powitał gorącym i wilgotnym powietrzem. Ludzie rozgadani i uśmiechnięci zaczepiali nas na każdym kroku. Na samym początku trudno było odnaleźć się w tej odwróconej o 180 stopni rzeczywistości. Pierwszy przystanek to Jakarta, stolica Indonezji. To ogromne miasto, tętniące życiem, w którym spędziłam pierwszą noc. Po 14 godzinach lotu nawet komary nie były w stanie przeszkodzić temu, abym zasnęła jak dziecko. I tak rozpoczęłam swoją przygodę w tym egzotycznym miejscu

DCIM100GOPROGOPR4422.

 

Z kolejnymi dniami było już tylko lepiej. Wszystkim byłyśmy zachwycone. Ogromne wrażenie wywarła na nas liczba i różnorodność budowli i świątyń, ludzie i ich zachowania oraz lokalne potrawy. Podróżując po wyspach, miałyśmy okazję zobaczyć miejsca zapierające dech w piersiach. Plaże na bajecznych wyspach, snorkeling i żółwie, małpki w Monkey Forest, tarasy ryżowe, wulkany i wiele innych atrakcji na długo wbiły się w naszą pamięć. Miałyśmy też możliwość poznać ciekawe historie poszczególnych miejsc dzięki uprzejmości lokalnych ludzi. Po tak intensywnie spędzonym tygodniu byłam gotowa na Yogyakartę.

IDSS 2015

IDSS 2015 czyli „International Dental Summer School” to niezwykła inicjatywa, dzięki której przedstawiciele kierunku lekarsko-dentystycznego uniwersytetów z państw takich, jak: Słowacja, Rumunia, Włochy, Egipt, Algieria, Malezja, Indonezja i Polska mogli razem przez 3 tygodnie spędzić czas na jednej z indonezyjskich wysp.

Program podzielono na 2 części: edukacyjną i nieedukacyjną. Część edukacyjna składała się zajęć na uczelni, wizyt klinicznych w lokalnych jednostkach medycznych oraz pomocy, czyli asystowaniu. Zajęcia na uczelni polegały na uczestnictwie w wykładach, a następnie w dyskusjach dotyczących danego tematu, wizyt w laboratoriach oraz ćwiczeń praktycznych.

3

Poruszanymi tematami były m.in.: opieka medyczna w Indonezji (prof. dr drg. Niken Widyanti Sriyono), podejście do metody LSTR 3Mix-MP jako alternatywnego leczenia miazgi i tkanek okołowierzchołkowych (drg. Tetiana Haniastuti), technika ART (dr drg. Irene Adyatmaka), akupunktura jako leczenie bólu zęba (dr drg. Sagiran, Sp. B., M. Kes) oraz ziołolecznictwo w stomatologii (drg. Dewi Agustina).

Poza wykładami czas wypełniały zajęcia w formie dyskusji na temat pacjentów, u których wcześniej przeprowadzaliśmy badania i przeglądy stomatologiczne. Spotkaliśmy się z wieloma interesującymi przypadkami, dzięki którym mogliśmy dowiedzieć się, jak wygląda postępowanie w okre- ślonych sytuacjach w poszczególnych krajach.

4

Jednym z najciekawszych zajęć były ćwiczenia, podczas których mieliśmy okazję nauczyć się, jak w języku indonezyjskim przekazać informacje dotyczące anatomii zębów, higieny jamy ustnej, dokładnego instruktażu szczotkowania, informacji o dobrych i złych nawykach żywieniowych oraz ogólnych wskazaniach. Wizyty w szkołach podstawowych, przedszkolach, placówkach dla dzieci upośledzonych dawały możliwość wykazania się nabytą wiedzą. Wtedy mieliśmy pewność, że dzieciaki nas rozumieją. Chociaż zdarzały się sytuacje, w których maluchy, śmiejąc się z naszej, nie zawsze idealnej wymowy, próbowały poprawiać i uczyć. Dzięki takiej współpracy efekty były zadziwiające.

Do części edukacyjnej należały również wizyty w placówkach medycznych takich, jak: szpitale, ogólne przychodnie czy zaplecza farmaceutyczne. Mieliśmy możliwość zapoznania się z tym, jak funkcjonuje tam system zdrowotny, ale również dzięki relacjom kolegów ze świata, jak funkcjonuje ten system w ich państwach. Tak stworzony plan zajęć nie pozwalał się nudzić.

Była jednak jeszcze druga część programu – nieedukacyjna. Yogyakarta to naprawdę świetne miasto, które mogliśmy dokładnie poznać. Atrakcji nie brakowało! Zwiedzanie miasta na skuterach, wizyty w słynnych i historycznych miejscach takich, jak: Borobudur temple, Prambanan temple, Vrederburg Fortress, Taman Sari Water Castle, Sultan Palace, Ramayana Ballet. Nie bez powodu Yogyakarta jest nazywana kulturalną stolicą Indonezji. Jest to ważny ośrodek sztuki jawajskiej – batiki, maski, wyroby ze srebra, balet czy teatr. Wszystkiego mogliśmy tam spróbować: osobiście wykonać maskę, stworzyć swoją własną srebrną biżuterię, uczestniczyć w tradycyjnym balecie. Oprócz tego mieliśmy możliwość pierwszy raz w życiu spać pod namiotami w dżungli, żeby wybrać się w środku nocy na górską wspinaczkę. Nagrodą za nasz wysiłek był przepiękny wschód słońca, który podziwialiśmy z góry Gunung Api Purba. W ramach jeszcze lepszej integracji ze wszystkimi uczestnikami programu, a także z organizatorami, mogliśmy uczestniczyć w raftingu, miejscami spokojną, a miejscami rwącą, egzotyczną rzeką. Dużą dawkę adrenaliny dostarczył nam wyjazd na Lava Tour po jednym z najbardziej aktywnych wulkanów – Merapi, który ostatnio wybuchł w 2010 r.

Przeżycia były niesamowite! Aby wakacje były wakacjami, nie zabrakło wyjazdów na plażę i do waterparków. Mogliśmy nabrać sił, podziwiać cudowne krajobrazy i spróbować homarów. W programie nie zabrakło również imprez tematycznych: International Night, podczas której uczestnicy mogli przedstawić swój kraj. Każdy pomysłowo opowiadał o swoich rodzinnych stronach, poprzez śpiew i taniec. Była też uczta dla podniebienia – każdy przygotował potrawy charakterystyczne dla swojego regionu. Wszystkiego można było spróbować i ocenić.

Program IDSS zakończyła impreza Farewell Party – Arabian Night. W specjalnie przygotowanych strojach uczestniczyliśmy w gali końcowej. Z uśmiechem na twarzy wspominam końcowego flash moba w wykonaniu wszystkich obecnych na gali.

Tysiące zdjęć, tysiące wspomnień, kilkadziesiąt nowych znajomości to mało, aby określić IDSS. IDSS to rodzina, wielka rodzina, która co roku się powiększa. Nie byłoby tego wszystkiego bez ogromnego zaangażowania ludzi – studentów Uniwersytetu Muhammadiyah w Yogyakarcie. Z pewnością polecam taki wyjazd wszystkim studentom stomatologii. Po takim miesiącu wrażeń uśmiech „od ucha do ucha” gwarantowany!

Autor: Karolina Sobczak

_MG_0102678910DCIM100GOPROGOPR2513.12DCIM100GOPROGOPR4298.DCIM100GOPROGOPR4409.151617181920

Świat stomatologii mówi: „See You in Poznań”

Świat stomatologii mówi: „See You in Poznań”

DSC_0689

Bangkok, stolica Tajlandii był pierwszym przystankiem na mapie międzynarodowej trasy promocyjnej Dorocznego Światowego Kongresu Stomatologicznego FDI, który odbędzie się w Poznaniu w dniach 7-10 września 2016 r. „Bez cienia przesady można powiedzieć, że zdobyliśmy serca lekarzy dentystów z całego świata” – przekonuje prof. Bartłomiej W. Loster, prezydent FDI AWDC Poznań 2016.

W Bangkoku nie mogło zabraknąć silnej drużyny Be Active Dentist. Przyciągające uwagę stoisko promocyjne naszego Kongresu, interesujące materiały informacyjne i przede wszystkim zespół uśmiechniętych i kompetentnych osób, które udzielały odpowiedzi na najróżniejsze pytania uczestników FDI AWDC w Bangkoku – to kluczowe elementy, które zło- żyły się na sukces premierowej promocji Kongresu w Poznaniu na arenie międzynarodowej. „Nasze stoisko odwiedzili przedstawiciele większości krajów, które są członkami FDI, a jest ich przecież ponad 200! To dobry prognostyk przed Kongresem w Poznaniu” – uważa prof. Bartłomiej W. Loster, Prezydent FDI AWDC Poznań 2016. „Dla wielu lekarzy dentystów udział w Kongresie FDI od lat jest stałym punktem w kalendarzu. Do tego stopnia, że część z nich uzależnia miejsce spędzenia wakacji właśnie od lokalizacji Kongresu” – dodaje prof. Honorata Shaw, Główny Koordynator Kongresu FDI. Odwiedzający stoisko pytali m.in. o połączenia lotnicze z Poznaniem, bazę hotelową, ceny i pogodę. W uzyskaniu odpowiedzi pomagało im kilkunastu reprezentantów Be Active Dentist. „Wielu lekarzy dentystów już dawno podjęło decyzję o udziale w poznańskim Kongresie, a podczas wizyty na stoisku prosili jedynie o pomoc we wskazaniu konkretnych atrakcji turystycznych, które powinni odwiedzić w Polsce. Od stoiska nikt nie odszedł z pustymi rękami. Największym zainteresowaniem cieszył się See You in Poznań magazine oraz katalogi z informacjami o poszczególnych miastach w Polsce” – podkreśla lek. dent. Maciej Michalak, prezes BAD.

DSC_0745DSC_0767

Uroczystym punktem promocji przyszłorocznego Kongresu w Bangkoku był Polish Lunch. W poznawaniu polskich smaków (na talerzach królowały: zrazy, gołąbki, pierogi i żurek) wzięło udział ponad 200 osób, głównie przedstawicieli Światowej Federacji Dentystycznej, w tym nowy prezydent FDI dr Patrick Hescot oraz reprezentanci firm prezentujących swoje produkty. Do odwiedzenia Poznania zachęcał również, podczas krótkiego powitalnego wystąpienia, ambasador Rzeczpospolitej Polskiej w Bangkoku Zenon Kuchciak. Był w swojej wypowiedzi tak przekonujący, że niektórzy z naszych gości wyrazili życzenia, aby dyplomaci reprezentujący ich kraje potrafili tak spełniać swoje zadania.„Jesteśmy przygotowani na przyjęcie w halach Międzynarodowych Targów Poznańskich ponad 250 wystawców. W Bangkoku część firm już potwierdziła obecność, z innymi będziemy rozmawiać podczas kolejnych ważnych spotkań stomatologicznych na całym świecie” – mówi Ewa Mastalerz z firmy Exactus.

W najbliższych miesiącach Kongres w Poznaniu promowany będzie w czasie ponad 20 różnych imprez branżowych odbywających się m.in. w Dubaju (AEEDC), Paryżu (ADF) i Los Angeles (AADR). Punkty informacyjne FDI AWDC Poznań 2016 będą widoczne również podczas najważniejszych wydarzeń dla lekarzy dentystów w Polsce. 104. Doroczny Światowy Kongres Stomatologiczny FDI odbędzie się w Poznaniu w dniach 7-10 września 2016 r. To prestiżowe wydarzenie z udziałem wybitnych reprezentantów ze świata nauki z kraju i zagranicy będzie połączone z wystawą sprzętu i materiałów stomatologicznych z całego świata oraz debatą Parlamentu FDI nad kierunkami światowej polityki w zakresie profilaktyki i leczenia w stomatologii. W ostatnich latach Kongres gościł w: Indiach, Turcji, Chinach, Meksyku, Brazylii, Singapurze i Tajlandii. Polska będzie organizatorem tego wydarzenia po raz pierwszy w historii. Gospodarze Kongresu: Polskie Towarzystwo Stomatologiczne, Naczelna Izba Lekarska, spółka Exactus oraz Międzynarodowe Targi Poznańskie spodziewają się, że do Poznania przyjedzie ponad 12 000 uczestników.

Tajlandia 2015

Tajlandia 2015

Pierwszy dzień: zaczęło się! Wyjazd o 4.00 rano, bez snu… Kilka godzin lotu… Na miejscu, przy wyjściu z lotniska w Bangkoku uderzyła nas ściana gorąca i wilgoci. Musieliśmy dostać się na drugie lotnisko, bardziej lokalne.

Pierwsza niespodzianka – ruch lewostronny, w dodatku jak to przystało na kraje bardziej tropikalne – wszechobecny chaos na drodze. Karetka na sygnale stojąca w korku, której nikt nie przepuszcza, a wręcz wszyscy wyprzedzają to tylko jeden z wielu przykładów. Mia- łem często wrażenie, że pasy ruchu spełniały jedynie funkcję estetyczną, bo nikt jakoś specjalnie się nimi nie przejmował. Na lotnisku Don Mueng stosunek miejscowych do obcokrajowców już zgoła odwrotny niż na głównym lotnisku, to głównie loty krajowe. Angielski, jak się okazało, nie jest koronnym językiem Tajów. W Chiang Mai wspólne wyjście na stare miasto. Szybka, empiryczna nauka przechodzenia przez pasy i udało się sprawnie poruszać. Miasteczko klimatyczne, chociaż widać – dość mocne nastawienie na turystów. Spotkaliśmy się też w mieście z przewodnikiem z naszego trekkingu, który powiedział nam, jak się mamy przygotować. Klucząc uliczkami, udało się trafić na targ. Dziesiątki kramików, w jednej części jedzenie, w drugiej ubrania i różne rękodzieła. Nie zastanawiając się długo, od razu poszliśmy do części z jedzeniem!

DSC_0030

Efekt nieziemski – żar buchający z palenisk, grillów, rożen, blach, mieszający się pełen bukiet zapachów: słodkie, gorzkie, kwaśne, mniej lub bardziej intensywne. I oczywiście, efekty wizualne: setki potraw i każda bardziej egzotyczna, przygotowywane na miejscu, bardzo efektownie. I rewelacyjne ceny! To czas zaszaleć i spróbować wszystkiego. Tego wieczoru spróbowałem m.in.: sushi, krewetki, duriana, świeże mango, kalmary, ośmiornicę, kokos, dziwną rybę, ptaka i grzybki – niektóre smaki wcześniej w ogóle mi nieznane. Kuchnia tajska jest pikantna (prawie do wszystkiego dodaje się chilli), zawiera dużo intensywnych aromatów, owoców, warzyw, mnó- stwo owoców morza. Bardzo słodka lub słodko-kwaśna. Ale smaczna!

Chiang Mai Trekking

Pobudka o 6.00 rano, szybkie przepakowanie się, zbiórka. Po 7.30 zapakowaliśmy się do samochodu naszego przewodnika Charana. Samochodzik terenowy z krytą paką – wszyscy do środka i nie zwlekając, ruszyliśmy! Znowu zderzenie z ruchem drogowym – szaleńcza jazda do miejscowego marketu, takiego bardziej już lokalnego i autentycznego. Potem aż do miejsca, gdzie zaczynaliśmy trekking. Przy wysiadaniu spotkali- śmy też małego chłopca Ep Ema – daliśmy mu drobny upominek. Jakie tutejsze dzieci są autentycznie wdzięczne! Cieszył się strasznie i chociaż był bardzo nieśmiały, udało się nam namówić go do zrobienia sobie wspólnego zdjęcia.

DSC_0175

Ruszyliśmy! Najpierw szliśmy drogą, potem zeszliśmy na mniej uczęszczaną ścieżkę. Ku naszemu niedowierzaniu, weszliśmy do dżungli. Przewodnik torował nam drogę maczetą, my szliśmy za nim. Zdarzało mi się iść przez las tropikalny w Indonezji, dżunglę i pampas w Amazonii, ale w żadnym z tych miejsc nie było takiej gęstwiny jak tutaj! Szliśmy coraz bardziej pod górę, ścieżka śliska, co chwilę trzeba się było schylać pod ga- łęziami i drzewami, więc była to dość męcząca przeprawa. Po drodze Charan cały czas nas w jakiś sposób zabawiał, a to pokazując nam miejsce, gdzie się mogliśmy pobujać na lianie, a to robiąc nam strzelbę na kulki, czy puszczając bańki mydlane z łodygi. Taki „tajski Bear Grylls”.

DSC_0423

Sporym zdziwieniem też były „crickets”, czyli różnego rodzaju świerszcze, które wydawały bardzo różne dźwięki, wydające się strasznie nienaturalne. Odgłosy takie, jakby ktoś wiercił, jakby pracował jakiś agregat, jakby coś gdzieś głośno piszczało. Aż się nie chciało wierzyć! Dotarliśmy do pierwszej wioski. Dość surowe warunki: drewniane domki, praktycznie każda deska innego kształu i długości, przestrzenie między deskami, więc w czasie ulewy woda na pewno wlewa się do środka. Zwierzęta: świnie, psy, kury, krowy chodzące po całym terenie, łóżka to kawałek dywanu położony na drewnianej podłodze. Ale szokiem był widok paneli słonecznych! Kolejny już raz zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony otwartością i przyjaznym podejściem Tajlandczyków. Nie ma żadnej zawiści, negatywnych emocji, wszyscy cały czas uśmiechnięci, pomocni – w przeciwieństwie do wielu typowo turystycznych krajów, szczególnie w północnej Afryce. No i nie zauważyliśmy żadnego cwaniactwa czy nachalności.

Droga do naszej bambusowej tratwy była bardzo intensywna. Tratwa była zrobiona z kilkunastu kilkumetrowych łodyg bambusa powiązanych ze sobą, o szerokości łącznie nieco ponad metr. Nie wyglądała stabilnie, ale… klimatycznie. W momencie, gdy wypływali- śmy było już całkiem ciemno, nie było zupełnie nic widać. Przewodnik i jego pomocnik, który dołączył do nas przy tratwie mieli tylko latarki czołowe i to było praktycznie nasze jedyne źródło światła. My, wartka rzeka i wszechobecna dżungla dookoła. I całkowita ciemność. Nieziemskie odczucia! Płynęliśmy ok. pół godziny, w końcu dopłynęliśmy do wioski i dotarliśmy do naszej chatki. Zmęczeni, szczególnie kiedy dowiedzieliśmy się, że przeszliśmy ok. 13-14 kilometrów. Poszliśmy do kuchni oglądać przygotowania do wieczornej uczty. A było co oglądać! Wszystko przygotowywane od początku, wszystko naturalne, miejscowe składniki. Świeże i aromatyczne, przygotowywane na palenisku. Potem pora snu. Wspólny pokój, kilka materaców na podłodze z moskiterami i kocami do przykrycia Rano śniadanie, kolejna tradycyjna potrawa – sticky mango. Jak to u Charana – pychota! Potem owoc na deser, pakowanie i ruszyliśmy dalej, z powrotem w kierunku naszej tratwy. Tym razem spływ w dzień, ale nurt rzeki o wiele bardziej rwący. Dopłynęliśmy do jakiejś wioski, jedzenie, przesiadka do samochodu i pojechaliśmy w stronę miejscówki ze słoniami. Po drodze widzieliśmy cał- kiem sporo słoni spacerujących w okolicy ulicy, mnóstwo pól ryżowych i piękną panoramę gór. Na miejscu czekały już na nas słonie – dosiadaliśmy ich po 2 osoby, a najmniejszego – jedna. Zdecydowanie polecam jazdę na słoniu bez siodła – dużo lepsze wrażenia. Po kilkunastominutowej przejażdżce poszliśmy je kąpać. Zwierzęta weszły do rzeki i zaczęły się w niej kłaść. Dostaliśmy wiaderka z płynem i szczotki, zaczęliśmy je myć, a one nas od czasu do czasu chlapały wodą z trąby. Stamtąd pojechaliśmy do Tiger Kingdom, czyli królestwa tygrysów. Na miejscu można było albo przejść się i oglądać tygrysy zza klatek, albo wykupić wejścia do klatek, gdzie można było np. przytulić się do tygrysów. Do wyboru były tygrysy najmniejsze – kilkutygodniowe, małe, średnie i duże. Aż strach było podchodzić: w klatce, do której weszliśmy, były 4 tygrysy. Można się było do nich przytulić, trzymać za ogon – wszystko oczywiście bardzo ostrożnie i z nastawieniem, że zaraz trzeba będzie uciekać. Budzą respekt te kociaki! Ale zdecydowanie warto podejść, szczególnie do tych największych! Na punkcie programu z tygrysami, niestety, zakończył się nasz trekking i przygoda z Charanem – polecam gorąco wszystkim!

Welcome in Bangkok!

Pobudka po poprzednim dniu należała do wymagających – ok. 12.00 wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy na lotnisko, w końcu czekał na nas Bangkok! Po przylocie – taksówka i do hotelu. Muszę podkreślić, że tutaj trzeba się targować! Można często uzyskać naprawdę śmiesznie niskie ceny – dlatego zwykle warto brać taksówki lub tuk tuki, czyli motorko-riksze. Przy dużym ruchu dobrą opcją jest też skytrain – BTS. Jest to pociąg, który jedzie po wiadukcie wysoko nad ulicą – jest szybki i względnie tani, jeśli się kupi kartę na większą liczbę przejazdów. Co do taksówek, to zdarzyło nam się wracać z centrum taksówką ok. 40 min, w 7 osób za 200 bahtów, czyli równowartość 20 zł. Z kolei jedna osoba wracała taxi-motorkiem 15-20 min za 10 bahtów, czyli za… złotówkę. Ale trzeba się targować! Hotel po przyjeździe okazał się być w bardzo dobrym standardzie.

Bo moje miasto to Białystok

Bo moje miasto to Białystok

„Czy u was naprawdę jest tak zimno?” – dość często można usłyszeć to pytanie, gdy mówisz, że studiujesz w Białymstoku. Ale czas płynie tu trochę wolniej, co daje więcej czasu do nauki, a tego, jak każdy wie, na „medyku” nigdy za wiele. Witamy na UMB!

20150225-_DSC2595

 

UMB

Uniwersytet Medyczny w Białymstoku obchodził ostatnio swoje 65. urodziny. I mimo tego, że – jakby nie patrzeć – starzeje się trochę, to każdy z jego oddziałów w ostatnich latach przechodził wielkie odmłodzenie. Od kilku lat mamy świetnie wyposażony Wydział Farmacji oraz Wydział Nauk o Zdrowiu. Uniwersytecki Szpital Kliniczny rośnie w siłę, kolejne oddziały są remontowane, a nowy budynek powala swoim rozmiarem i wyglądem. Oczywiście, nie można zapominać o stomatologii, która kilka lat temu dostała odremontowane, świetnie wyposażone Centrum Dydaktyki Stomatologicznej. Obecnie powstaje Zakład Stomatologii Zintegrowanej, w której studenci V roku będą mogli odbywać swój staż.

DSC_0293DSC_0304

 

Samorząd studencki, grupa BUM, SAFF

SS – grupa niesamowitych ludzi, którzy starają się, aby studiowało się nam jak najlepiej. W zeszłym roku mieliśmy możliwość zamówienia niepowtarzalnej bluzy UMB. Zainteresowanie było ogromne, ponad 1000 zamówionych „hoodies”! W tym roku dostępne były kalendarze UMB, abyśmy nie pogubili się w zajęciach i egzaminach.

Za strefę bardziej rozrywkową naszego „Medyka” odpowiada grupa BUM, która stara się jak może i organizuje najlepsze imprezy akademickie. Fartuch Party, Otrzęsiny, Wielka Integracja BUM-u to tylko nieliczne z imprez. Dzięki nim nie narzekamy na nudę.

Te wszystkie imprezy i przedsięwzięcia uwiecznia na genialnych zdjęciach SAFF, czyli Studencka Agencja Fotograficzno-Filmowa. Oczywiście, w każdej wymienionej grupie nie mogło zabraknąć wszechstronnych studentów stomatologii. Bo, jak każdy wie (albo właśnie się dowie), słowo „dentist” ma potrójne znaczenie D – doctor, EN – engineer, TIST – artist.

PTSS Białystok

Może nie jesteśmy zbyt liczną grupą (całe 66 jednostek…) w porównaniu do innych oddziałów w kraju, ale werwy i chęci do działania nam nie brakuje. Staramy się rozpowszechniać wiedzę stomatologiczną wśród mieszkańców Białegostoku, biorąc udział w akcjach typu „Zdrowie pod kontrolą”. Prowadzimy również przeglądy stomatologiczne i zajęcia promujące higienę jamy ustnej w przedszkolach i szkołach podstawowych, bo dobre zachowania trzeba kształtować od najmłodszych lat. Obecnie pracujemy nad nowym projektem, dlatego jeżeli chcesz wziąć w nim udział, zapraszamy na stomatologię do Białegostoku! Obok tych wszystkich akcji nie brakuje pracy nad sobą, bo szkoleń i własnego rozwoju stomatologicznego nigdy za wiele.

DSC_0331

 

Koła naukowe

W tym zakresie też mamy szeroki wachlarz możliwości, zaczynając od stomatologii społecznej, stomatologii zachowawczej, protetyki i ortodoncji, a kończąc na chirurgii szczękowo-twarzowej. Studenci organizują wykłady i warsztaty, piszą prace naukowe, rozwiązują problemy, które ich nurtują, a brak na nie czasu na zajęciach. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Jeżeli kogoś nie przekonałam do studiowania stomatologii w Białymstoku, to pamiętajcie, że mamy najtrudniejszy test ze stomatologii zachowawczej – jeśli się tego nie boicie, to jest to miejsce dla Was!

DSC_0354

Autor: Justyna Iwaniuk

Praktyka czyni….podróżnika!

Praktyka czyni….podróżnika!

9 miesięcy na uczelni i… upragnione wakacje! Rozgrzane w słońcu ciało owiane morską bryzą i załamanie nastroju na myśl o miesięcznych praktykach. Kto powiedział, że praktyka wakacyjna to zło konieczne?! O tym, jak łączyć przyjemne z pożytecznym opowie Olga Owczarzak – studentka III roku kierunku lekarsko-dentystycznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Adam Bęben: Zacznijmy od początku! Opowiedz proszę, jak zaczęła się wakacyjna przygoda Twojego życia.

Olga Owczarzak: Pod koniec lutego tego roku przeglądałam Facebook i natrafiłam na Twoje ogłoszenie: Istnieje możliwość wyjazdu na wymianę wakacyjną za granicę dzięki współpracy PTSS z Międzynarodowym Towarzystwem Stomatologicznym IADS. W tamtym roku można było pojechać do Egiptu, Turcji, Tunezji, Armenii, Rumunii (Bukareszt), Węgier, Jordanii, Tajwanu, Indonezji, Włoch (Foggia), Bułgarii. Są 2 rodzaje wymiany: bilateralna – mieszkasz np. 2 tygodnie w Tajwanie u studenta, a później on 2 tygodnie u ciebie oraz unilateralna – mieszkasz 2 tygodnie na swój koszt, można się starać o dofinansowanie”. Od razu się zainteresowałam, uzyskałam kontakt do Łukasza Książka – regionalnego koordynatora wymian w Gdańsku. To on udzielił mi informacji i odebrał ode mnie w kwietniu wypeł- niony formularz zgłoszeniowy. Dalej Łukasz zajmował się wszystkim.

Dokumenty wypełnione, przesłane dalej. Teraz tylko oczekiwanie?

Tak. O tym, że dostałam się na wymianę poinformował mnie koordynator wymian z Zabrza – Tomasz Koziarski. Było to 4. czerwca. W trakcie letniej sesji egzaminacyjnej napisała do mnie pierwszą wiadomość koordynatorka wymian z Armenii – Ani Harutyunyan. Nie pamiętam dokładnie o czym pisała, ale na pewno był to bardzo miły mail. Nie zapomniałam pierwszego zdania, które brzmiało „Dziękuję, że wybrałaś mój kraj na odbywanie swoich wakacyjnych praktyk”. Ani poinformowała mnie o terminie wyjazdu i o tym, że będą tam ze mną jeszcze 3 inne osoby.

Dlaczego Armenia?

To pytanie zadawał mi każdy, komu mówiłam o wymianie i każdy, kogo spotkałam już na miejscu. Naprawdę tego sama nie wiem! Spojrzałam na listę krajów, do których można było jechać i pomyślałam: Kaukaz, kultura wschodu, jedzenie, ludzie i… mało turystyczne miejsce, co dla mnie jest bardzo ważne – nie lubię tłumów. Pierwsza myśl – najczęściej najlepsza. I nie żałuję! Zakochałam się w Armenii i na pewno jeszcze tam powrócę.

Jak wyglądały przygotowania do podróży?

Przede wszystkim musiałam kupić bilet. Niestety, ostatni bezpośredni samolot z Polski do Armenii odleciał z Warszawy w czerwcu. Do wyboru miałam przesiadki w Wiedniu, Kijowie i Moskwie. Wybrałam lot przez Moskwę. Kupiłam przewodnik, poczytałam trochę w Internecie. Zapakowałam wszystko, co potrzebne, także fartuch i obuwie medyczne.

Jakie były pierwsze wrażenia po lądowaniu?

Po pierwsze: byłam szczęśliwa, że żyję! Leciałam Aerofłotem (państwowe rosyjskie linie lotnicze i największy przewoźnik w Rosji – wcześniej były to jedyne linie lotnicze Związku Radzieckiego, zarazem największe w świecie – źródło: Wikipedia). A poważnie: wszystko w porządku, kontrola paszportowa bez problemu, bagaż odebrany w ekspresowym tempie. Ani czekała na mnie na lotnisku, tak jak się umawiałyśmy. Dostałam od niej kartę SIM, wymieniłam pieniądze i tu przeżyłam pierwszy szok! W kantorze otrzymałam 58 000 AMD (dram armeń- skich) za 100 EUR. Zaraz po tym gospodarze odwieźli mnie do akademika, a że był to piątkowy wieczór, to od razu udali- śmy się na imprezę!

Nie mieszkasz w akademiku, więc jak Ci się podobało w tym armeńskim?

Armeński akademik… Było śmiesznie. Totalny komunizm! Pokoje 2- i 3-osobowe, łazienki na korytarzu, ciepła woda jedynie w dzień w godz. 6.00-23.00. Niestety, było brudno, w pokojach mieszkały karaluchy! Aby obrócić to w żart, nadawaliśmy im imiona. Do akademika należało wracać do 22.00, potem brama była zamykana, ale można było się dogadać z portierami. Co ciekawe – w domach studenta znajduje się stołówka z codziennym śniadaniem i obiadem dla mieszkańców, a także sprawowana jest opieka medyczna nad studentami (pielęgniarka, a nawet lekarz). Znalazło się tam też miejsce na salę rozrywki z telewizorem.

Po weekendowych szaleństwach pora iść do pracy. Na jakim uniwersytecie odbywały się praktyki?

W Armenii jest jedna uczelnia medyczna – Yerevan State Medical University After Heratasi. I właśnie tam, w stolicy, odbywałam swoje praktyki. Spędziłam 2 tygodnie w gabinecie dentystycznym. Trudno to nazwać praktykami, ponieważ odbywały się one tylko w formie przyglądania się pracy lekarza. Tam są ogromne różnice, jeśli chodzi o metodę nauczania, w porównaniu do Polski. Studia trwają 6 lat i przez ten czas studenci nie mają kontaktu z pacjentem! Pracują jedynie na fantomach. Po studiach młodzi ludzie odbywają rok stażu i tam, jeśli im się poszczęści, zaczynają swoją prawdziwą przygodę ze stomatologią. Po stażu muszą odbyć 3-letnią specjalizację.

Jak wspominasz czas spędzony w gabinecie stomatologicznym?

Na początku doktor – opiekun praktyk – traktował nas jak swoich studentów i tłumaczył, co to jest kątnica, czym jest turbina. Później wyjaśniliśmy mu nasz system nauczania. Moje praktyki odbywały się codziennie po południu tak długo, jak chcieliśmy, gdyż gabinet czynny był do 23.00-24.00. Wnętrze gabinetu nie różniło się znacznie od europejskich standardów, jednak zasady higieny i dezynfekcji pozostawiały wiele do życzenia. W gabinecie, przy pacjencie pije się herbatę, kawę, spożywa ciasto. Praca wygląda całkiem inaczej niż u nas. Nie czuć stresu zwią- zanego z upływem czasu. Pacjentowi poświęca się minimum jedną godzinę, ale byliśmy też przy zabiegu, który trwał 4 godziny. Lekarz, który się nami zajmował jest miły, zabawny, ale przy tym precyzyjny i ma bardzo dobry kontakt z pacjentem. Wszystko nam pokazywał i wyjaśniał. Specjalizuje się w protetyce – pokazywał nam wiele rzeczy, których nie zobaczymy na polskich uczelniach podczas zajęć. Do dziś wysyła mi ciekawe artykuły i filmy, po czym pyta o błędy, które w nich zaistniały. Ciekawostką jest też to, że doktor miał 2 asystentki. Jedna zapisywała pacjentów i mieszała masy wyciskowe, podkłady, a druga asystowała podczas zabiegu. Kolejną rzeczą, która mocno mnie zdziwiła, było to, że pacjenci po znieczuleniu otrzymują do wypicia… coca-colę. I najlepsze na koniec: po opracowaniu 2 z 3 kanałów odbywała się przerwa na kawę, w tym propozycja kawy dla pacjenta!

Chyba już żaden z czytelników nie ma wątpliwości, że przeżyłaś coś niesamowitego i pięknego, co pozostanie na zawsze w pamięci. Jakie były plusy i minusy wakacyjnych praktyk w Armenii?

Jadąc tam, nie znałam kompletnie nikogo. W Armenii IADS jest połączony z IFMSA. W ramach IADS przyjechało tu 4 studentów, a z IFMSA aż 15. Uważam to połączenie za wielki plus – poznałam wielu wspaniałych ludzi. Zburzyłam też pewne stereotypy. Ludzie mówili mi „Gdzie ty jedziesz?! Jeszcze cię tam porwą!”. Totalna bzdura! Milszych ludzi nie spotka- łam nigdy wcześniej. Ormianie są wspaniali, otwarci, życzliwi i pomocni. A minusy? Mimo, że ludzie tam mają wielkie serca, niestety, nie znają języka angielskiego. Poza tym, na każdym kroku czuć jeszcze minioną epokę komunizmu, który jest tam bardzo mile wspominany.

11225266_1015642701811115_4853207110909934094_o11707926_1015643055144413_2755617078051735798_o12183746_1015642521811133_4985550401917559212_o12183980_1015642935144425_5781556969671217722_o11707777_1015643088477743_7847222837022248019_o12182558_1015642988477753_6881841060652552836_o12189531_1015641881811197_5318986438268498202_n12190099_1015641888477863_5047773290493778959_n12194796_1015642818477770_2492462292682400420_o12184047_1015642901811095_407111913234111807_o

WordPress Image Lightbox Plugin