9 miesięcy na uczelni i… upragnione wakacje! Rozgrzane w słońcu ciało owiane morską bryzą i załamanie nastroju na myśl o miesięcznych praktykach. Kto powiedział, że praktyka wakacyjna to zło konieczne?! O tym, jak łączyć przyjemne z pożytecznym opowie Olga Owczarzak – studentka III roku kierunku lekarsko-dentystycznego Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Adam Bęben: Zacznijmy od początku! Opowiedz proszę, jak zaczęła się wakacyjna przygoda Twojego życia.

Olga Owczarzak: Pod koniec lutego tego roku przeglądałam Facebook i natrafiłam na Twoje ogłoszenie: Istnieje możliwość wyjazdu na wymianę wakacyjną za granicę dzięki współpracy PTSS z Międzynarodowym Towarzystwem Stomatologicznym IADS. W tamtym roku można było pojechać do Egiptu, Turcji, Tunezji, Armenii, Rumunii (Bukareszt), Węgier, Jordanii, Tajwanu, Indonezji, Włoch (Foggia), Bułgarii. Są 2 rodzaje wymiany: bilateralna – mieszkasz np. 2 tygodnie w Tajwanie u studenta, a później on 2 tygodnie u ciebie oraz unilateralna – mieszkasz 2 tygodnie na swój koszt, można się starać o dofinansowanie”. Od razu się zainteresowałam, uzyskałam kontakt do Łukasza Książka – regionalnego koordynatora wymian w Gdańsku. To on udzielił mi informacji i odebrał ode mnie w kwietniu wypeł- niony formularz zgłoszeniowy. Dalej Łukasz zajmował się wszystkim.

Dokumenty wypełnione, przesłane dalej. Teraz tylko oczekiwanie?

Tak. O tym, że dostałam się na wymianę poinformował mnie koordynator wymian z Zabrza – Tomasz Koziarski. Było to 4. czerwca. W trakcie letniej sesji egzaminacyjnej napisała do mnie pierwszą wiadomość koordynatorka wymian z Armenii – Ani Harutyunyan. Nie pamiętam dokładnie o czym pisała, ale na pewno był to bardzo miły mail. Nie zapomniałam pierwszego zdania, które brzmiało „Dziękuję, że wybrałaś mój kraj na odbywanie swoich wakacyjnych praktyk”. Ani poinformowała mnie o terminie wyjazdu i o tym, że będą tam ze mną jeszcze 3 inne osoby.

Dlaczego Armenia?

To pytanie zadawał mi każdy, komu mówiłam o wymianie i każdy, kogo spotkałam już na miejscu. Naprawdę tego sama nie wiem! Spojrzałam na listę krajów, do których można było jechać i pomyślałam: Kaukaz, kultura wschodu, jedzenie, ludzie i… mało turystyczne miejsce, co dla mnie jest bardzo ważne – nie lubię tłumów. Pierwsza myśl – najczęściej najlepsza. I nie żałuję! Zakochałam się w Armenii i na pewno jeszcze tam powrócę.

Jak wyglądały przygotowania do podróży?

Przede wszystkim musiałam kupić bilet. Niestety, ostatni bezpośredni samolot z Polski do Armenii odleciał z Warszawy w czerwcu. Do wyboru miałam przesiadki w Wiedniu, Kijowie i Moskwie. Wybrałam lot przez Moskwę. Kupiłam przewodnik, poczytałam trochę w Internecie. Zapakowałam wszystko, co potrzebne, także fartuch i obuwie medyczne.

Jakie były pierwsze wrażenia po lądowaniu?

Po pierwsze: byłam szczęśliwa, że żyję! Leciałam Aerofłotem (państwowe rosyjskie linie lotnicze i największy przewoźnik w Rosji – wcześniej były to jedyne linie lotnicze Związku Radzieckiego, zarazem największe w świecie – źródło: Wikipedia). A poważnie: wszystko w porządku, kontrola paszportowa bez problemu, bagaż odebrany w ekspresowym tempie. Ani czekała na mnie na lotnisku, tak jak się umawiałyśmy. Dostałam od niej kartę SIM, wymieniłam pieniądze i tu przeżyłam pierwszy szok! W kantorze otrzymałam 58 000 AMD (dram armeń- skich) za 100 EUR. Zaraz po tym gospodarze odwieźli mnie do akademika, a że był to piątkowy wieczór, to od razu udali- śmy się na imprezę!

Nie mieszkasz w akademiku, więc jak Ci się podobało w tym armeńskim?

Armeński akademik… Było śmiesznie. Totalny komunizm! Pokoje 2- i 3-osobowe, łazienki na korytarzu, ciepła woda jedynie w dzień w godz. 6.00-23.00. Niestety, było brudno, w pokojach mieszkały karaluchy! Aby obrócić to w żart, nadawaliśmy im imiona. Do akademika należało wracać do 22.00, potem brama była zamykana, ale można było się dogadać z portierami. Co ciekawe – w domach studenta znajduje się stołówka z codziennym śniadaniem i obiadem dla mieszkańców, a także sprawowana jest opieka medyczna nad studentami (pielęgniarka, a nawet lekarz). Znalazło się tam też miejsce na salę rozrywki z telewizorem.

Po weekendowych szaleństwach pora iść do pracy. Na jakim uniwersytecie odbywały się praktyki?

W Armenii jest jedna uczelnia medyczna – Yerevan State Medical University After Heratasi. I właśnie tam, w stolicy, odbywałam swoje praktyki. Spędziłam 2 tygodnie w gabinecie dentystycznym. Trudno to nazwać praktykami, ponieważ odbywały się one tylko w formie przyglądania się pracy lekarza. Tam są ogromne różnice, jeśli chodzi o metodę nauczania, w porównaniu do Polski. Studia trwają 6 lat i przez ten czas studenci nie mają kontaktu z pacjentem! Pracują jedynie na fantomach. Po studiach młodzi ludzie odbywają rok stażu i tam, jeśli im się poszczęści, zaczynają swoją prawdziwą przygodę ze stomatologią. Po stażu muszą odbyć 3-letnią specjalizację.

Jak wspominasz czas spędzony w gabinecie stomatologicznym?

Na początku doktor – opiekun praktyk – traktował nas jak swoich studentów i tłumaczył, co to jest kątnica, czym jest turbina. Później wyjaśniliśmy mu nasz system nauczania. Moje praktyki odbywały się codziennie po południu tak długo, jak chcieliśmy, gdyż gabinet czynny był do 23.00-24.00. Wnętrze gabinetu nie różniło się znacznie od europejskich standardów, jednak zasady higieny i dezynfekcji pozostawiały wiele do życzenia. W gabinecie, przy pacjencie pije się herbatę, kawę, spożywa ciasto. Praca wygląda całkiem inaczej niż u nas. Nie czuć stresu zwią- zanego z upływem czasu. Pacjentowi poświęca się minimum jedną godzinę, ale byliśmy też przy zabiegu, który trwał 4 godziny. Lekarz, który się nami zajmował jest miły, zabawny, ale przy tym precyzyjny i ma bardzo dobry kontakt z pacjentem. Wszystko nam pokazywał i wyjaśniał. Specjalizuje się w protetyce – pokazywał nam wiele rzeczy, których nie zobaczymy na polskich uczelniach podczas zajęć. Do dziś wysyła mi ciekawe artykuły i filmy, po czym pyta o błędy, które w nich zaistniały. Ciekawostką jest też to, że doktor miał 2 asystentki. Jedna zapisywała pacjentów i mieszała masy wyciskowe, podkłady, a druga asystowała podczas zabiegu. Kolejną rzeczą, która mocno mnie zdziwiła, było to, że pacjenci po znieczuleniu otrzymują do wypicia… coca-colę. I najlepsze na koniec: po opracowaniu 2 z 3 kanałów odbywała się przerwa na kawę, w tym propozycja kawy dla pacjenta!

Chyba już żaden z czytelników nie ma wątpliwości, że przeżyłaś coś niesamowitego i pięknego, co pozostanie na zawsze w pamięci. Jakie były plusy i minusy wakacyjnych praktyk w Armenii?

Jadąc tam, nie znałam kompletnie nikogo. W Armenii IADS jest połączony z IFMSA. W ramach IADS przyjechało tu 4 studentów, a z IFMSA aż 15. Uważam to połączenie za wielki plus – poznałam wielu wspaniałych ludzi. Zburzyłam też pewne stereotypy. Ludzie mówili mi „Gdzie ty jedziesz?! Jeszcze cię tam porwą!”. Totalna bzdura! Milszych ludzi nie spotka- łam nigdy wcześniej. Ormianie są wspaniali, otwarci, życzliwi i pomocni. A minusy? Mimo, że ludzie tam mają wielkie serca, niestety, nie znają języka angielskiego. Poza tym, na każdym kroku czuć jeszcze minioną epokę komunizmu, który jest tam bardzo mile wspominany.

11225266_1015642701811115_4853207110909934094_o11707926_1015643055144413_2755617078051735798_o12183746_1015642521811133_4985550401917559212_o12183980_1015642935144425_5781556969671217722_o11707777_1015643088477743_7847222837022248019_o12182558_1015642988477753_6881841060652552836_o12189531_1015641881811197_5318986438268498202_n12190099_1015641888477863_5047773290493778959_n12194796_1015642818477770_2492462292682400420_o12184047_1015642901811095_407111913234111807_o

WordPress Image Lightbox Plugin